Teoria paniki

Wchodzę ale już wiem, że wyjście… chciałbym zamiast wyjść to zniknąć. Bo wyjść nie umiem, wszystko się zamyka i ściska. Jednak wszedłem i stało się. Krążę i czekam, bo może wyjdę tak jak bym chciał, chciał panicznie wyjść i być daleko od tego wejścia bez wyjścia.
Pułapka wejścia – wyjścia. Na wolę spada bezwola. Na nic ucieczka, na nic udawanie, że mnie nie ma. Nie ma wyjścia bez wejścia. I człowieka w środku, człowieka pomiędzy – wejściem i wyjściem. Jestem niestety.
Proszę się cofnąć, proszę czekać, do wyjścia jest kolejka. Nic nie przejdzie spokojnie.
Nie trzeba filmować, wystarczy zwariować. Przecież wyjść jest to tak proste zwyczajnie.

Proste? Nic nie jest łatwe. To czego nie zauważasz może stać się kiedyś dramatem bez wyjścia. Skoro wystarczy tylko wejść. Reszta dziwnie nastąpi sama.

Naprawdę, proszę bez paniki! Bez histerii. Nigdzie nie uciekniesz! Spokojnie, spokojnie, chyba nie umierasz. Do wyjścia jeszcze w gorączce się poczołgasz. Wyjście trwa i torturuje. Koniec to wyjście, ale końca nie widać.
Tu nie ma kontroli. Poznikały wszystkie drzwi. I nie można pilnować czasu, czas się plącze nierytmicznie i niespokojnie. Panicznie i konwulsyjnie. Niepokój stale dozowany jak z kroplówki. Chcę wyjść ale nie mogę się ruszyć. Nic nie jest proste w umyśle bez wyjścia. Co jeśli umrę i nie będę mógł wyjść?