Esej

Krótkie formy pisarskie, gdzie fabuła nie jest główna i najważniejsza. Składniki emocjonalne i warstwy przeżywania.

Rzeka

Rzeka to woda z ludzkich smutków i tęsknot.

Do tej rzeki rzuca się i człowiek, który nie mógł swojego smutku przełykać codziennie. I przyszedł taki dzień w którym ostatni raz był smutny.

W słoności łez i ustanym płaczu spoglądamy w wodę – szarą i zimą. Łzy są tak samo zimne i już obce. To nasza rzeka. Los po niej płynie jak papierowa dziecięca łódka.

Do rzeki wrzucamy to, o czym chcemy zapomnieć, dlatego nie ma czystych rzek. Wspomnienia, obietnice i zaklęcia, które umarły utopione na zawsze. Wszystko to wolnym, stałym nurtem wpada do morza. Gorzko-słonego i zimnego.

Możesz popatrzeć w nią długo i szukać odpowiedzi, niczego nie znajdziesz. Choć na jej dnie jest prawie wszystko.W każdym razie za dużo.

Tu na moście nad rzeką, ktoś wyrzucił pistolet. Może kogoś zabił, a może chciał zabić siebie?

Inny ktoś chciał skoczyć z mostu. I skoczył. I nie skoczył.

Tak milczał, bo słuchał łomotu serca i szumu rzeki. Podobne szumy.

Teoria tekstury człowieka

Za mną i jakby w sobie, zmoczony ciemnym światłem, w trwaniu po następne. Nie jestem pewien czy czekam, czy wyczekuje, czy się spodziewam, czy chcę – niczego nie jestem pewien w sobie.
Tekstury dni i nocy są poszarpane i ostre – obce i niezrozumiałe. Piękno wymieszane ze strachem, jak woda z błotem.
Zanim nadejdą odpowiedzi i zanim coś się przejaśni. Płonę w swoich oczach, popieleję i niknę. Szybko jest za późno.
Wszystko jest za mną i jeszcze dalej jest w sobie i we mnie.
Odciski ludzi w mojej historii są jak poręcze schodów tak samo na górę i w dół.
Milczę, ale słowa w myśli nie milczą.
To tylko jeden człowiek – ja. Ten jeden taki dla tekstur dni i nocy bez znaczenia.

W twoje serce

Zajrzę jednak w twoje serce. Szczególnie dokładnie i delikatnie. I co w nim. Spojrzę.
Słono w smutku zwykłym i w tym takim nagłym. W przypomnianej nagle tęsknocie za kimś kogo nie ma, albo tęsknocie za kimś kogo nigdy nie było.

Zapamiętane radości są nad wyraz szczęśliwe w swoim czasie. I perlista radość, i cudne, mocne szczęście.
W serca atomach są wszystkie momenty. Dobre i złe. Zwykłe i szczególne zazwyczaj. Zwykłość szczególna, niezwykłość zwykła.

Tak samo się do nich jak ty uśmiecham i zamyślam. Wszystko było ważne. Nawet te drzwi zamknięte i cisza za nimi. I łyk zimnej wody. I czas który mijał, tykał niesłyszalnie. Pierwsza i ostatnia strona. Wzięty oddech i…

Położę twoje serce delikatnie na poduszce. Niech śpi. Tu obok miliardów innych serc. Patrzę na nie jak na śpiące małe dzieci. Chcę by miało dobre sny i dobre życie. Ale przecież nigdy nie bywa jedynie dobrze.
W sercu recepturze czułości i bólu znajdzie się wszystko. I czarne i białe i szare i kolorowe przecież. Tak musi być i tak będzie.
Trzeba czuć, bez czucia nie ma życia.

Metro Piekło Polis

Metropolia jest demoniczna – skupia ludzi złych i pazernych. Naszpikowanych intencjami mało szlachetnymi. Ambitnych do granic prostytucji. Sfrustrowanych ponad miarę. I muszących codziennie grać przejmujące szczęście. Co za wspaniałe miejsce dla Boruty (cudny rogacz), który chciałby wysysać przez brudną słomkę te wszystkie urojenia, złość, strach, frustracje. Mniam, mniam, ile tu syfu w tych ludziach. Smoliste, gęste, zasadnicze zło.

Nerwowy ruch w tętnicach ulic i przejść. Puls krwi metropolii jak przed wylewem do mózgu. Układ neurologiczny zalany kawą, zasypany białym proszkiem, zakrzyczany hałasem.

Szpetne, szare gmachy spoglądają na ludzi. A każdy ludź ważny, potrzebny, z ambicjami, z wyrokiem odnoszenia sukcesu. Z byciem młodym i mega mega mega perspektywicznym, że kurwa mać. Układ neurologiczny i niż atmosferyczny. Idzie ciemno, ciągnie jak przeciąg zło. Już słychać śmiech piekielny jak ryk codzienny w Metro Piekło Polis, jednej z miliarda stolic.

Czy słońce, czy deszcz, zimno albo cimno, dumnie i pysznie miastowo masowo. Wolność i energia. Kawa i bagietka za 20 peeleny, sucha z sałatą, serem i sosem kupiona – check. Autoryzacja i kupony, cyk, cyk, lubię, lubię. Dalej.

Patrzę na ludzi w przemieszczeniu, widzę i oceniam, choć mnie gówno obchodzą ich życia. Lubię sobie popatrzeć i pozastanawiać się nad nimi. Pokój ludziom dobrej woli i chuj wam w duszę. Niebo będzie wam nie dane. Dzień powszedni w Metro Piekło Polis. Brud za pazurami każdy ma i myśli nieczyste. Myśli brudne jak ścieki zatrutej Metro rzeki.

Optymizm i pesymizm nie zmienia rzeczywistości, to tylko postawa i wybór między uśmiechem, a złością. W jasnym centrum z promocjami unosi się marazm i skomlenie o coś coś jakieś coś bardziej. Nic jest jak wczoraj. W wejściu / wyjściu ciepła dmuchawa i zimno zaraz. Powierzchowne rozmowy byle gdzie, byle o czym.

Mija czas i życie w Metro Piekło Polis. Miasto się karmi starą i młodą krwią, będzie ją ssać nieskończenie. Z nowych wagonów naiwnych marzeń wysypią się kolejni użytkownicy, pracownicy i konsumenci. Ambitni i zdecydowani, a jakże znów ponad miarę i bez skrupułów szybko niedługo. Zanurzą stopy w smoliste życie. Miasto się nieśmiertelnie śmieje. Obejmuje swoich ludzi i cieszy się nimi. Patrzy na plątaninę zakomórkowanych ślepców. Uśmiechających się do obrazków idiotów.

I pamiętaj, że to święte miasto choć piekielne.

 

Teoria deszczu pamięci

Będę pamiętać to co jest teraz. Moja pamięć długa jest krótka. Szczęśliwie. Jestem szczęściarzem. Nie muszę za długo pamiętać. Może te duchy dawne rozpłyną się jak mglista niepogoda. Ile można pamiętać? Lub po co? Miejsca?

Przestałem lubić miasta w których byłem. Przestałem tęsknić za tym co było. Nie znam nowych miejsc do których chciałbym iść. Nie będąc ani tu, ani tam, jestem człowiekiem znikąd. Krainy – nigdy i nigdzie. Jednak nowe dzieje się ciągle i w każdej kropli czasu. Zapominam. Zmazuje krople z szyb.

Niepamięć jest tym co znamy jako wieczność. Wieczność jest poza czasem. Niepamięć jest wymazywaniem zapisu czasu. Dobrze jest nie pamiętać. Bo dobrze jest być wolnym i poza czasem. Co jest ważne? W pajęczynie nieporozumień – nie można stwierdzić jednoznacznie co jest ważne, a co nie. Więc… ważność jest względna i osobista.

Deszcz zdarzeń nie przeminie. Wszystko ma znaczenie i przeznaczenie. Woda spływa po szybie i skórze. Nie przenika, a jedynie moczy.

Deszcz zdarzeń jest wszystkim w czym jest zanurzona istota. Światłem, nocą, wodą, powietrzem, zimnem i ciepłem. Zanurzenie jest tylko byciem w W. Nie jest zmianą w W.

Pamięć obciąża i dociąża, spycha do przeszłości, do stanu dokonanego. Wyrywam z mojej pamięci to co w nią wrasta. Wyrywam razem z korzeniami sięgającymi mojego serca.

Dawność jest czasem martwym i smutnym – całkowicie. Dawność ludzi i miejsc. Nie ma chwil pierwszych, ani ostatnich. Nie muszę pamiętać. Krajobrazy dni i nocy mijają. Czas dociąża mnie do ziemi, do której przecież wrócę.

Pamięć? Zapominanie. Deszcz wysycha, ale przecież kiedyś wróci.

 

fot. kelly sikkema @unsplash

 

Teoria paniki

Wchodzę ale już wiem, że wyjście… chciałbym zamiast wyjść to zniknąć. Bo wyjść nie umiem, wszystko się zamyka i ściska. Jednak wszedłem i stało się. Krążę i czekam, bo może wyjdę tak jak bym chciał, chciał panicznie wyjść i być daleko od tego wejścia bez wyjścia.
Pułapka wejścia – wyjścia. Na wolę spada bezwola. Na nic ucieczka, na nic udawanie, że mnie nie ma. Nie ma wyjścia bez wejścia. I człowieka w środku, człowieka pomiędzy – wejściem i wyjściem. Jestem niestety.
Proszę się cofnąć, proszę czekać, do wyjścia jest kolejka. Nic nie przejdzie spokojnie.
Nie trzeba filmować, wystarczy zwariować. Przecież wyjść jest to tak proste zwyczajnie.

Proste? Nic nie jest łatwe. To czego nie zauważasz może stać się kiedyś dramatem bez wyjścia. Skoro wystarczy tylko wejść. Reszta dziwnie nastąpi sama.

Naprawdę, proszę bez paniki! Bez histerii. Nigdzie nie uciekniesz! Spokojnie, spokojnie, chyba nie umierasz. Do wyjścia jeszcze w gorączce się poczołgasz. Wyjście trwa i torturuje. Koniec to wyjście, ale końca nie widać.
Tu nie ma kontroli. Poznikały wszystkie drzwi. I nie można pilnować czasu, czas się plącze nierytmicznie i niespokojnie. Panicznie i konwulsyjnie. Niepokój stale dozowany jak z kroplówki. Chcę wyjść ale nie mogę się ruszyć. Nic nie jest proste w umyśle bez wyjścia. Co jeśli umrę i nie będę mógł wyjść?

Teoria wszystkiego

Nikogo nie ma. Nikt nie jest potrzebny. Istnienie może istnieć bez nikogo – odbywać, przemijać i trwać jednocześnie.
Istnienie jest emanacją tajemnicy wnętrza życia. Znikanie i wschodzenie. W samotności istnienia oko widzi, ale dusza niczego nie rozumie. Dusza nie rozumie – bo od zawsze wie. Dusza ma tylko receptory nic ponad i nic poza.
Wszystko jest niczym bez istnienia. Nicość absolutna nie-istnieje. Istnienie zapełniono duszami, które na czas życia oślepiono i ogłuszono. Zapewne. Jednoczesne zrozumienie wszystkiego zakończyłoby wszystko. Wszystko jest niczym bez istnienia. Stan pełni i stan pustki – są tak samo szczególne i konkretne. Tak naprawdę to nikogo nie ma? Pojawianie się i znikanie – są tak samo szczególne i konkretne. Nadejście i odejście. Życie i śmierć.
Pomiędzy gasnącymi i wybuchającymi jesteśmy tylko świadkami istnienia wszystkiego.

Wszystko jest zbiorem istnienia i nieistnienia. Algorytmem wzoru, który ciągle jest rozwiązywany. Pisanym wiecznie – bez początku i bez końca. Wszystko jest miłością i nienawiścią, złem i dobrem, śmiercią i życiem.

Skoro nie rozumiesz to jesteś częścią wzoru, części nierozwiązanego algorytmu. Skoro rozumiesz to jesteś także częścią wzoru. To tylko słowa.

Stworzono miliardy słów, zdań i ksiąg. Gdzieś między natchnionymi kartami w niezliczonych archiwach są znaki opisu prawdziwego istnienia. Wszystko jest istnieniem.

Teoria prawdy

Teoria Prawdy - esej - blog pisarski

Wrażliwość zezwala by widzieć i rozumieć więcej. Czułe receptory poznania. Doświadczanie jest pełniejsze, wypłukane z osłony obojętności. Wszystko co się dzieje bardziej dociera. Tak chcemy być bliżej prawdy, ale gdy oczy zobaczą więcej, a uszy usłyszą dokładniej i mocniej, to czy tak lepiej? Rzeczywistość jest zbudowana z miliarda miliardów impulsów, które tworzą wszystko. Nasączasz się wszystkim albo nakładasz ochronne filtry. Wybór nie jest prosty i ma nieodwracalne konsekwencje. To co poczujesz jest nieodwracalne i niezapomniane. Prawda wrażliwości to odczuwanie wszystkiego, po to aby rozumieć. Prawda jest między tym co dobre i złe, i prawda składa się z dobra i zła. I wielu innych.

Wrażliwość to podatność na wszystko, a czy wszystko jest prawdą?

Jak władcy albo niewolnicy musimy decydować. Władca może stać się niewolnikiem swoich wyborów. Niewolnik pragnie stać się władcą.
Myśli nie można uwięzić. Czy ten ktoś w tobie jest tobą? Czy może to byt ulepiony z tego co przyjmujesz i co odrzucasz? Tego z czym się zgadzasz i tego czemu jesteś przeciwko?

Tak naprawdę nie ma środka, ani końca, ani początku. Tkwimy w wirówce, a to co nas otacza nieustannie się zmienia i miesza. Wydaje się, że to linia, ale ona jest okręgiem. Dopiero gdy przychodzi czas ten okrąg stanie się przerwany – być może.

Prawda nie jest wzorem, ani kodeksem. Prawda wyłania się zewsząd i nigdy nie wiemy czy jest czysta i jasna.

Znam wielu poszukiwaczy prawdy. Znam tych, którzy mówią, że ją posiedli. W ostrożnych krokach i biegu co sił gonimy za tym co nas upewni i zapewni. Różnica dusz jest różnicą prawd i nieuniknionym, wielokrotnym dysonansem. Złudnym echem, które oszukuje.

Posiadanie Racji jest pozornym (może błędnym, może nie) usankcjonowaniem rozumienia. Racja nigdy nie jest całościowa i nigdy nie jest absolutna i bezdyskusyjna. Jeśli była by dokonana, a więc zamknięta wtedy poznawanie nie miało by sensu. Poznawanie jest życiem i przeżywaniem. I perspektywą pewnego punktu. Rzeczywistość zbudowana jest z nieskończonej ilości punktów.

Nie ma prawd uniwersalnych. Każda prawda może być kwestionowana, przyjmowana albo odrzucana. I tak się dzieje odkąd człowiek zyskał samoświadomość – przekleństwo i dar jednocześnie. Gdy rozpoczęła się myśl. Wewnętrzny głos ducha, który zadaje pytania i rozprawia w sobie nad odpowiedziami.

Trudu poszukiwań nie można zastąpić ani usprawiedliwić prawdami innymi niż własne. Te własne są zawsze ukryte lub zniekształcone. Prawda nie została zapisana w księdze, księga może być inspiracją i nauką, ale drogę trzeba przejść na własnych nogach. Porządek jest stanem, który trzeba ustanawiać, równowaga to stan uwagi. Prawda to najczystsza świadomość.

Teoria mgły

teoria mgły - opowiadanie

W teorii mgieł jest wszystko. To wszystko o sobie jest w nicości. W paradoksie błądzenia w materii, której właściwie nie ma. Bo czy można złapać mgłę? Od gęstej niewiadomej tajemniczości rozpoczyna się wszystko, to co jest dobre i co jest złe. I pośrednie także.
We mgle giną kierunki i granice. Oczy widzą tylko trochę. Odczuwany niepokój nie wywoła krzyku, ale głębokie milczenie i nasłuchiwanie ze wszystkich sił. Odbiór każdego dźwięku, impulsu, światła, znaku, czegokolwiek.
We mgle możesz zresztą wrzeszczeć, a najgorsze jest to, że nie ma pewności, że ktoś słyszy.
Chciałem się zgubić? Czy się zgubiłem? Już zapomniałem.
Z wyciągniętymi rękoma idę przed siebie jak ślepiec – choć przecież widzę. W panice myśli nie chcę myśleć i nie chcę panikować. To jednak niemożliwe. Mgła nie ma horyzontów, żadnych kształtów, nie ma kolorów poza swoim mlecznym.
Jeśli się potknę to nie wiadomo o co, jeśli wpadnę w dziurę to jej nie zauważę przed upadkiem. Możesz błądzić. Tu nie ma drogi.
W łonie matki też nie wiedziałeś gdzie jesteś, ale tam było bezpiecznie. Musiało tak być, bo kołysząc się w mgle wód płodowych nie znałeś świadomości. Gdy rośnie życie świadomość jeszcze śpi, a ego jest jednością z mgłą.
We mgle świadomość jest otumaniona i pozbawiona bezpieczeństwa.
Mgła ma właściwości kosmosu – jego gęstość i chłód, ale nie ma jego ciemności i światła gwiazd i planet. Znika dół i góra. Nie umiemy zrozumieć nieskończoności, bo granice i linia są nam potrzebne jak łańcuch na górskiej drodze – żeby się go złapać. Nieskończoność iluzorycznie jawi się np. na oceanach – daleka i ciągła. W zagubieniu mgielnym nieskończoność jest ledwie kilka centymetrów przed oczami.
Ego jest strachem istoty, która gdy stanie się niewidzialna i nieważna, poczuje się martwa.

Każdy kształt, który wyłoni się z mgły będzie zachwycający, bo wyczekiwany. W mgielnej kuli najpierw zamkną się zmysły, a później wszystko umilknie. Nic się nie zmieni bez ciszy, bo to ona była pierwsza. Później powstał chaos. Powstał ze strachu przed ciszą. Przed nicością, przed brakiem granic i kształtów.

To czego nie znajduję jest tuż za mgłą. Starzy ludzie, którzy już nic nie widzą potrafią się naprawdę uśmiechać. Tak jak niemowlęta. Twój świat nie ma znaczenia. Ty też.
Trzeba odbierać, wygaszać i uciszać. Obca mowa jest niezrozumiała, cisza jest znana każdemu.

Wyciągam ręce we mgle, bez poszukiwania i nadziei. Teraz mogę zrozumieć i rozumiem. Nic jest we mnie, a nic jest wszystkim. W teorii mgieł, w ich niezliczoności, tylko stoję lub płynę lub… mnie nie ma. W moim wyobrażeniu i strachu o siebie muszę chłonąć mgłę. Zakryty i schowany. Sam dla siebie bez obecności. Z porzuconą świadomością, jak dziecko, które ma dopiero przyjść. Wszystko już czeka. I zło i dobro. I wszystko tak będzie.