Ostatnie

Słowa to wszystko co mam. Wiązadła wnętrza z zewnętrzem, transmitery. Wyrażenia o podwyższonej temperaturze . Przykre objawy ludzi niczyich, ludzi nie należących nawet do siebie samych. Ja poza sobą, ja absolutnie, jak obcy ja.

Wyplułem, wykrzyczałem i wypłakałem wszystko. Po tym jest pustka i spokój. Właściwie jest to wspaniałe. Do pustki idziemy, więc obawa przed nicością jest samokłamstwem.

Jak każdy człowiek zostawiam za sobą bałagan. Po spaleniu zostaje popiół, kruchy i znikliwy. Rozpuszczalny w wodzie i powietrzu. Gorzki popiół, to jedyny dowód na to, że coś było. Do najbliższego podmuchu. Spalony już nic nie znaczy, nie ma żadnej właściwości i kształtu.

Uśmiecham się na końcu. Wszystko rozumiem i niczego się nie boję. Przecież skończę z lufą w ustach i krztuszeniem się ze śmiechu przed strzałem. Uśmiechnę się gdy skoczę z okna. Rozpędzę samochód i z uśmiechem spadnę w zgrzyt zgniatanej blachy. Ostatecznie zasnę w jakiejś sparaliżowanej pozie, w jakimś miejscu i jakimś czasie, z uśmiechem. Wyślę miliony uśmiechów przed.

To nie kapitulacja, to nie ucieczka, to nie… nie wiadomo co. Jakoś to sobie nazwiecie. Ten moment ciszy w której nie wiadomo co zrobić. Nawet żal i krzywda kiedyś się kończą i jest to powód do śmiechu. Ja wiem, że w gruncie rzeczy gówno to kogo obchodzi. Nie mam pretensji. To wszystko dla mnie – żebym się ciągle uśmiechał. Łobuzerskie i zarozumiałe.

Czy może to sen? Surrealistyczny i obłąkany? Spocony i suchy w gardle. Jakbym za długo krzyczał, ale przecież byłem cicho… W słowach milczących, których nikt nie chce czytać, bo nikogo nie obejdą. Uśmiecham się bezwiednie. Tak jakbym gołą stopą dotykał lodowatej tafli jeziora.

To morderstwo jest szalone. Nie będzie za nie kary. Ja – jestem mordercą i ofiarą. Słowo w słowo, słowa to wszystko co miałem.

Śmiech ponad słowami.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *