O rozmyślaniu przy winie

Po dwóch butelkach białego wina – Rieslinga – można coś sobie wytłumaczyć… właściwie nawet dość spokojnie przetłumaczyć całkiem sporo. Zapaść w tym czasie w melancholię albo wesołe złośliwości. Nie ma jednak takiej ilości wina żeby wytłumaczyć sobie wszystko.

JEST jednak taka ilość wina po której te wątpliwości stają się nieważne i w zasadzie idiotyczne. In Vino Veritas. Krzew winny “żyje” tyle co człowiek. I też może się zdarzyć, że uschnie lub zostanie wyrwany. Dumanie nad światem kończy się zawsze tak samo. W pewnym momencie, w pewnym stężeniu odkrywasz złotą prawdę, myśl doskonałą, która opisuje wszystko i wszystko wyjaśnia. Odnalazłeś mądrość – była tak blisko! I zasypiasz wreszcie szczęśliwy, uniesiony swoją iluminacją. Wyzwoleniem z ciemnoty i zagubienia. Śnisz i lecisz jak ptak, bez celu, liczy się lot. Wznoszenie i wolność. Cudo. Serce bije spokojnie i mocno. Tak!

Nad ranem gdy otworzysz oczy, przypomnisz sobie, że nic nie pamiętasz. Zgubiło się. Jak złoty róg. Spada kurtyna jak w teatrze pachnącym tylko kurzem. Nie ma braw – światła się jeszcze palą, ale i one wkrótce zgasną.

Cała nadzieja w tym, że znów można próbować sobie coś wytłumaczyć… trzeba mieć do tego przynajmniej 2 butelki Rieslinga. I nie za dużo nadziei.

Tylko żebyś nie próbował dialogować sam ze sobą! Jeszcze ktoś usłyszy.

2 Replies to “O rozmyślaniu przy winie”

Dodaj komentarz