Metro Piekło Polis

Metropolia jest demoniczna – skupia ludzi złych i pazernych. Naszpikowanych intencjami mało szlachetnymi. Ambitnych do granic prostytucji. Sfrustrowanych ponad miarę. I muszących codziennie grać przejmujące szczęście. Co za wspaniałe miejsce dla Boruty (cudny rogacz), który chciałby wysysać przez brudną słomkę te wszystkie urojenia, złość, strach, frustracje. Mniam, mniam, ile tu syfu w tych ludziach. Smoliste, gęste, zasadnicze zło.

Nerwowy ruch w tętnicach ulic i przejść. Puls krwi metropolii jak przed wylewem do mózgu. Układ neurologiczny zalany kawą, zasypany białym proszkiem, zakrzyczany hałasem.

Szpetne, szare gmachy spoglądają na ludzi. A każdy ludź ważny, potrzebny, z ambicjami, z wyrokiem odnoszenia sukcesu. Z byciem młodym i mega mega mega perspektywicznym, że kurwa mać. Układ neurologiczny i niż atmosferyczny. Idzie ciemno, ciągnie jak przeciąg zło. Już słychać śmiech piekielny jak ryk codzienny w Metro Piekło Polis, jednej z miliarda stolic.

Czy słońce, czy deszcz, zimno albo cimno, dumnie i pysznie miastowo masowo. Wolność i energia. Kawa i bagietka za 20 peeleny, sucha z sałatą, serem i sosem kupiona – check. Autoryzacja i kupony, cyk, cyk, lubię, lubię. Dalej.

Patrzę na ludzi w przemieszczeniu, widzę i oceniam, choć mnie gówno obchodzą ich życia. Lubię sobie popatrzeć i pozastanawiać się nad nimi. Pokój ludziom dobrej woli i chuj wam w duszę. Niebo będzie wam nie dane. Dzień powszedni w Metro Piekło Polis. Brud za pazurami każdy ma i myśli nieczyste. Myśli brudne jak ścieki zatrutej Metro rzeki.

Optymizm i pesymizm nie zmienia rzeczywistości, to tylko postawa i wybór między uśmiechem, a złością. W jasnym centrum z promocjami unosi się marazm i skomlenie o coś coś jakieś coś bardziej. Nic jest jak wczoraj. W wejściu / wyjściu ciepła dmuchawa i zimno zaraz. Powierzchowne rozmowy byle gdzie, byle o czym.

Mija czas i życie w Metro Piekło Polis. Miasto się karmi starą i młodą krwią, będzie ją ssać nieskończenie. Z nowych wagonów naiwnych marzeń wysypią się kolejni użytkownicy, pracownicy i konsumenci. Ambitni i zdecydowani, a jakże znów ponad miarę i bez skrupułów szybko niedługo. Zanurzą stopy w smoliste życie. Miasto się nieśmiertelnie śmieje. Obejmuje swoich ludzi i cieszy się nimi. Patrzy na plątaninę zakomórkowanych ślepców. Uśmiechających się do obrazków idiotów.

I pamiętaj, że to święte miasto choć piekielne.

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *