Bunt mrówek

bunt mrówek - esej kozlovsky

Środowisko pracowitych – jak nam się wydaje, stawianych za przysłowiowy wzór pracowitości – mrówek. Konstrukt i wzorzec struktury idealnej. kopiec z matematyczną precyzją i sensem. Analogia oddania i poświęcenia, sensu istnienia wspólnoty, która tworzy skomplikowany kopiec.
Każda mrówka jest niby osobno ale zawsze super społecznie – po prostu w mrowisku. Jedna mrówka nic nie znaczy? Każda mrówka w mrowisku jest jedna, z jedynek. Może i ma numer kolejny, a może nie ma.
Mikre są te nasze ustalenia i kanony zaszeregowań i przydziałów. Może wynikają z naszej wrodzonej niepewności, dążenia do tego by wszystko policzyć, aby coś wiedzieć i mieć przeczucie, że nad czymś tam się panuje.

Życie tworzenia i budowania wydaje się tam u mrów uporządkowane i podporządkowane. Prawdopodobnie żadna z nich nie czuje się mniej lub bardziej ważna.

Istnieje teoria zbiorowej świadomości i takowa występuje chyba także u termitów. Nawet oddzielone od siebie, dalej tworzą skomplikowany kopiec z arteriami kanałów, wejść i wyjść.

My jako szczególne zwierzęta naprawdę się nie rozumiemy zbyt wiele. Czy to w stadach, czy samotniczo. I to, że się sami nie rozumiemy, i innych nie rozumiemy. Przysięgam, że wiem co mówię i co piszę. Tak czy owak nie rozumiem i siebie i innych, i wiem, że owi inni także przeważnie nie rozumieją ani siebie, ani innych. Mamy nasz Babilon nie rozumienia. Cóż z tego, że mamy języki, znaki, symbole, księgi i plany? Nasze wyrafinowane i obsmarowane ekscytacją pojęcia nie przynoszą jasności, ani nawet nadziei na coś lepszego i ważniejszego. Bez znaczenia jest to czy wrzeszczymy, czy milczymy. Wieża chaosu, krzywa i chaotyczna nie leci jednak w gruz. Z jednej strony destrukcja, z drugiej bohaterskie podpieranie tej budowli czym się da i z fanatyczną misją ratowania tego takiego świata wieżowego. Daremne to trudy, ani to runie, ani nie będzie trwać silne i piękne. Będzie żywym, dziwacznym cylindrem skleconym ze wszystkiego, organicznego i zdechłego.
Czy jesteśmy zdolni określić o co nam chodzi w szerszym znaczeniu? Nie tylko tym doraźnym i krótkodystansowym. Chęć niszczenia jest większym głodem, niż chęć budowania. Kto kogo zeżre nie wiadomo? Kim będzie zwycięzca? Gdy trwa walka to jeszcze nie ma takiego znaczenia, a walka i pożeranie w pętli nieskończoności trwa wiecznie. Przewrócona jakby ósemka. A może przewrócona klepsydra? Nie przesypuje piasku czasu, tylko leży jak padła – constans, nie ma końca, nie ma początku, jest środek… mniej więcej.

Przychodzi taki czas (co potwierdza historia), że nawet rozproszone ludy ogarnia żar zmiany. I choć niby coś tam strukturalnie tworzymy, bo ja dla kogoś, ktoś dla mnie, ja komuś, a ktoś mi nie, etc., to odrębność istnienia jest faktem i spierać się o nią nie można. Niebo jest rzeczywiste, a dla niektórych jest też metaforyczne niebo – piękne i prawe, dobre jak dziecięce kakao – w sam raz słodkie i ciepłe.

Mrówki nigdy się nie zbuntują. Mrowisko może wymrzeć i minąć. Zbiorowe poczucie szczęścia i celowości jednak zawsze jest wykonane, za każdym razem w każdym lesie. Bunt nie występuje, bo i po co miałby być?

My jako szczególne zwierzaki, też miewamy migawki świadomości zbiorowych. Projekcje zbiorowe – jak w kinie, wszyscy się dobrze bawią lub nudzą.

Nie ma żadnego planu, ani nie ma najmniejszego śladu przeznaczenia. Ich namiastkami są idee i obietnice. Nie ma sensu. Sens to plan w idei, albo idea w planie. Idea to eter rozpylony nad głowami i duszami. Duszny i zmysłowy, niezauważalnie słodko włażący w żyły i mózg. Jak opium, które okadzi i rozmoczy synapsy, więc już cicho nie bój się, jest bezpiecznie i miękko. Ciało i strach ważą tyle co nic, spokojnie płyniesz wolny od wszystkiego złego do zrozumienia, że to wszystko nie ma sensu. Na końcu końców jest prawda, a na początku nie ma nic. Czy sens tkwi w tym żeby doczekać końca? Nie i nie ma sensu – ten nie istnieje.

Człowiek stary ciąży ku ziemi, zbiera zmęczonymi rękami to co zostało porzucone. Ma spokojne sumienie i czyste buty. Wszystkie rewolucje i ewolucje się kończą. Już jutro skończy się jego życie. Uśmiecha się – zrozumiał niemal wszystko, nie trzeba się bać, pożądać, chcieć, oczekiwać i spodziewać się. Nie trzeba kochać i tęsknić, chociaż można, tak jak herbatę można posłodzić. Jutro przychodzi z końcem każdego dnia. On zrozumiał ale jego zrozumienie pozostaje nieme. Nikt nie słucha. Każdy jest zajęty własną bańką mydlaną.

Stary człowiek stawia kroki na trawie i na piasku, teraz na końcu robi to świadomie, przygląda się ziarnom piasku i mrówkom sunącym jak auta po drodze. Uśmiecha się. Wszystko zrozumiał – może więc odejść. Co poza drogą? Cel nie ma znaczenia, ważne jest to co poznasz w trakcie wędrówki.
Więc unosi stopę nieśmiało, bojaźliwie, ale ciekawie i stawia krok. Tak samo jako dziecko, które w innym miejscu, ale w tym samym czasi uczy się chodzić.

Mrówki nie muszą się buntować, ba nie znają buntu bo i nie jest im on do niczego potrzebny. Nie da im szczęścia. Wyzwolenia nie potrzebują, są szczęśliwe w tym kopcu w którym jest wszystko co potrzebne.

My czujący się zmęczonymi mrówkami i chcemy buntu i przebudzenia. Nic z tego – nasz świat jest źle skonstruowany. Wieża trzyma się mocno, a jej władcy śmieją się do rozpuku.

Dodaj komentarz