Miesiąc: Styczeń 2020

Metro Piekło Polis

Metropolia jest demoniczna – skupia ludzi złych i pazernych. Naszpikowanych intencjami mało szlachetnymi. Ambitnych do granic prostytucji. Sfrustrowanych ponad miarę. I muszących codziennie grać przejmujące szczęście. Co za wspaniałe miejsce dla Boruty (cudny rogacz), który chciałby wysysać przez brudną słomkę te wszystkie urojenia, złość, strach, frustracje. Mniam, mniam, ile tu syfu w tych ludziach. Smoliste, gęste, zasadnicze zło.

Nerwowy ruch w tętnicach ulic i przejść. Puls krwi metropolii jak przed wylewem do mózgu. Układ neurologiczny zalany kawą, zasypany białym proszkiem, zakrzyczany hałasem.

Szpetne, szare gmachy spoglądają na ludzi. A każdy ludź ważny, potrzebny, z ambicjami, z wyrokiem odnoszenia sukcesu. Z byciem młodym i mega mega mega perspektywicznym, że kurwa mać. Układ neurologiczny i niż atmosferyczny. Idzie ciemno, ciągnie jak przeciąg zło. Już słychać śmiech piekielny jak ryk codzienny w Metro Piekło Polis, jednej z miliarda stolic.

Czy słońce, czy deszcz, zimno albo cimno, dumnie i pysznie miastowo masowo. Wolność i energia. Kawa i bagietka za 20 peeleny, sucha z sałatą, serem i sosem kupiona – check. Autoryzacja i kupony, cyk, cyk, lubię, lubię. Dalej.

Patrzę na ludzi w przemieszczeniu, widzę i oceniam, choć mnie gówno obchodzą ich życia. Lubię sobie popatrzeć i pozastanawiać się nad nimi. Pokój ludziom dobrej woli i chuj wam w duszę. Niebo będzie wam nie dane. Dzień powszedni w Metro Piekło Polis. Brud za pazurami każdy ma i myśli nieczyste. Myśli brudne jak ścieki zatrutej Metro rzeki.

Optymizm i pesymizm nie zmienia rzeczywistości, to tylko postawa i wybór między uśmiechem, a złością. W jasnym centrum z promocjami unosi się marazm i skomlenie o coś coś jakieś coś bardziej. Nic jest jak wczoraj. W wejściu / wyjściu ciepła dmuchawa i zimno zaraz. Powierzchowne rozmowy byle gdzie, byle o czym.

Mija czas i życie w Metro Piekło Polis. Miasto się karmi starą i młodą krwią, będzie ją ssać nieskończenie. Z nowych wagonów naiwnych marzeń wysypią się kolejni użytkownicy, pracownicy i konsumenci. Ambitni i zdecydowani, a jakże znów ponad miarę i bez skrupułów szybko niedługo. Zanurzą stopy w smoliste życie. Miasto się nieśmiertelnie śmieje. Obejmuje swoich ludzi i cieszy się nimi. Patrzy na plątaninę zakomórkowanych ślepców. Uśmiechających się do obrazków idiotów.

I pamiętaj, że to święte miasto choć piekielne.

 

Teoria deszczu pamięci

Będę pamiętać to co jest teraz. Moja pamięć długa jest krótka. Szczęśliwie. Jestem szczęściarzem. Nie muszę za długo pamiętać. Może te duchy dawne rozpłyną się jak mglista niepogoda. Ile można pamiętać? Lub po co? Miejsca?

Przestałem lubić miasta w których byłem. Przestałem tęsknić za tym co było. Nie znam nowych miejsc do których chciałbym iść. Nie będąc ani tu, ani tam, jestem człowiekiem znikąd. Krainy – nigdy i nigdzie. Jednak nowe dzieje się ciągle i w każdej kropli czasu. Zapominam. Zmazuje krople z szyb.

Niepamięć jest tym co znamy jako wieczność. Wieczność jest poza czasem. Niepamięć jest wymazywaniem zapisu czasu. Dobrze jest nie pamiętać. Bo dobrze jest być wolnym i poza czasem. Co jest ważne? W pajęczynie nieporozumień – nie można stwierdzić jednoznacznie co jest ważne, a co nie. Więc… ważność jest względna i osobista.

Deszcz zdarzeń nie przeminie. Wszystko ma znaczenie i przeznaczenie. Woda spływa po szybie i skórze. Nie przenika, a jedynie moczy.

Deszcz zdarzeń jest wszystkim w czym jest zanurzona istota. Światłem, nocą, wodą, powietrzem, zimnem i ciepłem. Zanurzenie jest tylko byciem w W. Nie jest zmianą w W.

Pamięć obciąża i dociąża, spycha do przeszłości, do stanu dokonanego. Wyrywam z mojej pamięci to co w nią wrasta. Wyrywam razem z korzeniami sięgającymi mojego serca.

Dawność jest czasem martwym i smutnym – całkowicie. Dawność ludzi i miejsc. Nie ma chwil pierwszych, ani ostatnich. Nie muszę pamiętać. Krajobrazy dni i nocy mijają. Czas dociąża mnie do ziemi, do której przecież wrócę.

Pamięć? Zapominanie. Deszcz wysycha, ale przecież kiedyś wróci.

 

fot. kelly sikkema @unsplash