Miesiąc: Grudzień 2019

Teoria samotności

Cechą bytu jest samotność, zawarta w istnieniu. Samotność, ta szczególnie której człowiek pragnie uniknąć. Tego pozostania sam na sam z człowiekiem, którym jestem. W głębi jesteśmy najsamotniejsi i jedyni, pojedynczy.

To nie jest obawa przed lustrem aby zajrzeć samodzielnie w oczy. To może lęk przed pytaniami, które zadam sobie sam.

Lęk przed samotnością ludzką stworzył Boga i Bogów. Oto zrodzony ze strachu przed milczeniem po niemych pytaniach. Bo pytającym jest człowiek i zawsze będzie to człowiek. Odpowiedzi musi udzielić człowiek. Sobie. Zrozumieć swój sens, zrozumieć go samodzielnie i samotnie. Dla siebie. Pytania są konieczne. Odpowiedzi są trudne albo niemożliwe.

Wszystko jest najpierw samotne. W śmierci jesteśmy samotni, tak jak w narodzinach. Przychodzi ten moment w którym pozostajemy tylko my, choć nie my bo to już nie jest JA.

Bóg jest odpowiedzią na pytania bez odpowiedzi. Tym, że wszystko ma swój niezrozumiały, ale jednak ład i sens. Emanacja boskości jest konceptem bezpieczeństwa. Wyższej opieki nad istnieniem. Odpowiedzią na geometryczną samotność. Receptami z wyrobem placebo na lęki w aptece złudzeń. Pomoże? Być może. Nie zaszkodzi.

Nie ma dowodów na istnienie Bogów – poza księgami i świątyniami. W milionach lat miliony kultów. Wyraźnych i zmytych, zapomnianych i trwałych. Czczonych i wyklętych, uświęconych i przeklętych. Dla obietnicy, że bez samotności przyjdzie prawda i wszystkie odpowiedzi. Człowiek nie będzie już sam na sam. W tej swojej kuli dusznej niepewności wszystkiego. Nie będzie dzieckiem bez nauczyciela. Nie będzie błądzić bo ma drogowskazy. Równania będą się równać. Zło i dobro będą się wzajemnie znosić – tworząc obojętną, neutralną zawiesinę. Stan zerowy.

Wszystko jest i krzywe i symetryczne. I wielorako kształtne. Twórcze i powstałe z istoty. Proste może być tylko ułomne, dopasowane do miary.

Uśmierzanie niepewności jest kojące – zabiera człowieczy strach. Modlitwy ufne i oddane, to cykl kodu do wyższego, nieobecnego… nieistniejącego. W nim jednak ufność złożona i ofiarowana. Wysłana jak łza spadająca na ziemię. Naprawdę może pomóc i pomaga. W swojej samotności mówimy prawdę do posążków i malowideł. I wciąż w tym monologu pozostajemy sami, nasze prośby i modlitwy wstydliwie milkną w ciszy. To tajemnica tajemnic.

Teoria paniki

Wchodzę ale już wiem, że wyjście… chciałbym zamiast wyjść to zniknąć. Bo wyjść nie umiem, wszystko się zamyka i ściska. Jednak wszedłem i stało się. Krążę i czekam, bo może wyjdę tak jak bym chciał, chciał panicznie wyjść i być daleko od tego wejścia bez wyjścia.
Pułapka wejścia – wyjścia. Na wolę spada bezwola. Na nic ucieczka, na nic udawanie, że mnie nie ma. Nie ma wyjścia bez wejścia. I człowieka w środku, człowieka pomiędzy – wejściem i wyjściem. Jestem niestety.
Proszę się cofnąć, proszę czekać, do wyjścia jest kolejka. Nic nie przejdzie spokojnie.
Nie trzeba filmować, wystarczy zwariować. Przecież wyjść jest to tak proste zwyczajnie.

Proste? Nic nie jest łatwe. To czego nie zauważasz może stać się kiedyś dramatem bez wyjścia. Skoro wystarczy tylko wejść. Reszta dziwnie nastąpi sama.

Naprawdę, proszę bez paniki! Bez histerii. Nigdzie nie uciekniesz! Spokojnie, spokojnie, chyba nie umierasz. Do wyjścia jeszcze w gorączce się poczołgasz. Wyjście trwa i torturuje. Koniec to wyjście, ale końca nie widać.
Tu nie ma kontroli. Poznikały wszystkie drzwi. I nie można pilnować czasu, czas się plącze nierytmicznie i niespokojnie. Panicznie i konwulsyjnie. Niepokój stale dozowany jak z kroplówki. Chcę wyjść ale nie mogę się ruszyć. Nic nie jest proste w umyśle bez wyjścia. Co jeśli umrę i nie będę mógł wyjść?

Teoria wszystkiego

Nikogo nie ma. Nikt nie jest potrzebny. Istnienie może istnieć bez nikogo – odbywać, przemijać i trwać jednocześnie.
Istnienie jest emanacją tajemnicy wnętrza życia. Znikanie i wschodzenie. W samotności istnienia oko widzi, ale dusza niczego nie rozumie. Dusza nie rozumie – bo od zawsze wie. Dusza ma tylko receptory nic ponad i nic poza.
Wszystko jest niczym bez istnienia. Nicość absolutna nie-istnieje. Istnienie zapełniono duszami, które na czas życia oślepiono i ogłuszono. Zapewne. Jednoczesne zrozumienie wszystkiego zakończyłoby wszystko. Wszystko jest niczym bez istnienia. Stan pełni i stan pustki – są tak samo szczególne i konkretne. Tak naprawdę to nikogo nie ma? Pojawianie się i znikanie – są tak samo szczególne i konkretne. Nadejście i odejście. Życie i śmierć.
Pomiędzy gasnącymi i wybuchającymi jesteśmy tylko świadkami istnienia wszystkiego.

Wszystko jest zbiorem istnienia i nieistnienia. Algorytmem wzoru, który ciągle jest rozwiązywany. Pisanym wiecznie – bez początku i bez końca. Wszystko jest miłością i nienawiścią, złem i dobrem, śmiercią i życiem.

Skoro nie rozumiesz to jesteś częścią wzoru, części nierozwiązanego algorytmu. Skoro rozumiesz to jesteś także częścią wzoru. To tylko słowa.

Stworzono miliardy słów, zdań i ksiąg. Gdzieś między natchnionymi kartami w niezliczonych archiwach są znaki opisu prawdziwego istnienia. Wszystko jest istnieniem.