z pamiętnika polityka

Nas polityków można podzielić z grubsza na dwie kategorie. Na dziwaków i dziwkarzy. Jedni i drudzy mogą być groźni… i bywają groźni. Motywacje są różne, ale dość często małostkowe, ba nawet prymitywne. Zdziwilibyście się jak bardzo. Społecznie postrzega się nas jako takich lepszych i ważniejszych, a czasami nawet mądrzejszych. Nic bardziej mylnego. Politycy tworzą zgraję chaotyczną i głupią. To tak jakby zwolnić z poprawczaka połowę „wychowanków” i zapewnić im… immunitet prawie na wszystko. Przepustka do bezkarności wydana przez najjaśniejszą. W tym przedszkolu mamy skrzynkę z granatami i będziemy się dobrze bawić. Tak, tak… może się tak zdarzyć (bo się przecież zdarzało), że ktoś wyleci w powietrze w sposób tajemny, ale za to na amen.

Niech naprawdę nie będzie naiwny, że Polska i przede wszystkim Polacy gówno ich obchodzą. Owszem mają zakodowane slogany, przekazy i zestaw słówek, które wtłoczyło im sprytne kierownictwo. Intelektualiści czy moraliści w większej liczbie są niewskazani. W zamian za lojalność i zasadnicze trzymanie własnych przekonań krótko za mordę, otrzymuje się pakiet rozrywek, które nie są dostępne dla innych obywateli. Takie zabawy są tylko dla polityków i mafiozów. Bawimy się kadencyjne… kto jest cwany ten zalicza kilka 4 letnich cykli parlamentarnych.

Jeden minister sprowadzał na nocnoporanne korytarze resortu luksusowe dziwki i kokainę, a jego następca natomiast odprawiał poranne msze (a lektorami przeważnie byli jego młodzi ulubieńcy) i apele ku czci. Cóż poza polityką wszystkich to może bulwersować, ale tu… tu są inne zasady. Obaj dziś są poza Ministerstwem… ale wciąż bardzo aktywni politycznie i medialnie. Jeden był reporterem w Afganistanie (tak przynajmniej utrzymuje), a drugi to Harcmistrz, który rozwiązał służby informacyjne – teoretycznie, bo przecież ci ludzie… agenci nie przestali być aktywni.

Jeden odwoływał (i pomawiał) drugiego, cofał decyzje, zatrzymywał postępowania, przetargi, umowy, zwalniał ludzi. Jeśli powstawał zbyt duży smród wtedy tworzono sejmowe komisje śledcze, które maglowały co się dało. Wyniki prac kończyły się raportem, który nic nie znaczył. Jednakowoż owe komisje były trampoliną by wejść na wyższy poziom drabiny politycznej, a czasami społecznej.

Jedni węszą, drudzy lobbują. Jedni sprzedają za bezcen, inni kupują za krocie. To przecież nasze – choć państwowe. Można wszystko… byle tylko nie podpaść wodzom. To niby cienka linia, ale trzeba naprawdę umoczyć żeby organizm partyjny wydalił takiego zbójnika na dobre. Jeśli wtopił to zazwyczaj takiego chowa się do spółki skarbu państwa i tam sobie zimuje zarabiając przy okazji grubą kasę. I znów jest okazja by się dobrze bawić. Tak polityka to fajne zajęcie, ja osobiście jednak cenię sobie pozostawanie w cieniu. Nie pcham się do stanowisk, nie łapię się na jakieś ryzykowne akcje. Cieszę się życiem i tym wszystkim co dostałem za wydrukowanie kilku tysięcy plakatów. Zwróciło się bardzo szybko, a bonusy są konkretne.

Na politycznej emeryturze niektórzy z nich napiszą wspomnienia, w które koniec końców uwierzą.

Dodaj komentarz

Close Menu