Stado 2018/2019

Do wczoraj nie wiedziałem, że ludność może tak stadnie drzeć ryja. Wrzaski jakby jakiś psychol z piłą mechaniczną wpadł na dyskotekę. Mieszkańcy apartamentowców (przypominam w Warszawie nie ma mieszkań, są tylko apartamenty i kamienice) – wypuścili z siebie pawie i frustracje tłumione przez cały przejebany rok. Noc odreagowania, a reagowanie iście zwierzęce. Coś mi się wydaje, że cywilizacyjnie to jakoś nie wypada to in plus.

Może to jest tak, że zanim głowa spadnie z zegara (copy Kazik Staszewski) trzeba koniecznie i bezkarnie wykrzyczeć wszystko. Wszystko! Wszystko! I nikt nie może zabronić. Chociaż ich partnerki będą studzić zapalczywość prawdy: Uspokój się! Jesteś pijany!

Krzywda i frustracja przełamały tamę upodlającego milczenia. W świecie wariatów – wariat jest zwyczajnym i wyblakłym obywatelem piekła. Piekło nie zamarza i nigdy nie jest puste. Ciasno tu jak na warszawskim chodniku zastawionym przez samochody… ale jeszcze i tak się wciśnie. Da radę – bo musi. Każdy upadnie i każdy wpadnie – bo musi. Tak zapisano w gwiazdach i nie ma na to rady.

Raz na rok można krzyczeć. Raz na rok można nie udawać. W tę uroczystą noc można się zrzygać sąsiadowi na parapet. Przecież w Sylwestra można. Zajebać też komuś można. Można komuś wyznać miłość. Można powiedzieć też coś w rodzaju „całej prawdy”… można. A później (36h po) można udawać amnezje.

Przyszła ta święta i świętojańska noc, zakwitnie kwiat paproci. Nikt go nie znajdzie – jak zwykle. Nikt go nie znajdzie, ponieważ nikt go nie będzie szukać.

 

kozlovsky.pisze

Debiutant pisarski. Piszę swoją pierwszą książkę - sensacja połączona z kryminałem. Próbuję używać słów jako plastycznego sposobu wyrażania i opisywania życia.

Dodaj komentarz

Close Menu
%d bloggers like this: