Przygody Jessiki i Brajana po śmierci – cz I

Przygody Jessiki i Brajana po śmierci – cz I

No dole wąwozu leżał Brajan – miał skręcony kark. W ręku niczym skarb trzymał jakimś cudem nieuszkodzoną komórkę. Ekran nie zgasł. Zielony mech ostatnie posłanie. Pięknie w sumie aż włos się jeży. Gdyby nie okoliczności.

– kocham cię. O 18 w wąwozie. Od: Jessika

Brajan – zauważył, ze jego kolegów z klasy ubywa. Wszyscy tracili głowę dla pięknej Jessiki. Durzyła się w niej cała męska część szkoły podstawowej imienia Misia Uszatka w Zadupiewie. Brajan zakochał się w niej bez pamięci. Był gotów na wszystko, ale ona traktowała go tak jak innych. Szkolny dziennik obecności zawierał coraz więcej… nieusprawiedliwionych nieobecności.

Nikt nie wiedział że za tajemniczymi zaginięciami chłopców stoi pan od WF. Nie ani był szkolnym zboczeńcem, ani pedofilem, nie był nawet Jessiką zauroczony.

***

Brajan ocknął się, było mu zimno, wręcz lodowato. Niczym w lodówce. I rzeczywiście był w chłodni… wydostanie się z prosektorium pomimo skręconego karku nie było takie trudne. Dłużej szukał swoich ciuchów… o i nawet komórka jest. ⁣
Nie zastanawiał się czy to życie po życiu. To nie było teraz ważne. ⁣

„Jessica… ty podła żmijo.” – Brajan wiedział tylko tyle, że musi się zemścić. A jeśli naprawdę nie żyje? Czy jednak żyje? A to tym bardziej wymierzy sprawiedliwość! W głębi jego zimnego ciała rozbrzmiewała wściekłość.

Brajan pognał półnagi nad wąwóz – tam gdzie go Wuefista strącił do jaru. ⁣

– Czekam na ciebie – wysyłano do: Jessika ⁣

Nieważne co będzie. Brahan czuł jak żądza zemsty go rozpala… czuł się jak topniejący sopel.  ⁣

– Nie mogę – od: Jessica⁣
– Musisz! I to teras!. – Brajan się zawahał – Teraz?. – wcisnął OK⁣
– Nie mogę bo nie żyję. Żona wuefisty mnie zabiła. ⁣
– Gdzie jesteś Jess? ⁣
– Wydostałam się z kostnicy. Na szczęście nie schowali komórki. ⁣

Czyli Jessika była tak samo martwa jak on. Martwi ale nie martwi. Jak jakieś (jacyś?) Zombie.

Sprawa robiła się zagmatwana. Wuefista zabijał adoratorów Jessika. A samą Jessikę zabiła zazdrosna lecz brzydka żona wuefisty. ⁣Co teraz robić? Tak czy inaczej to wszystko przez tą lalunię, od niej się to wszystko zaczęło.

***

Tymczasem na komendzie Policji w Zadupiewie. Sierżant Niezdara przyjmował zawiadomienie. ⁣Nieznosił tych dyżurów na III zmianie. Czas się wlókł i już prawie miał iść do domu i przyszła baba jedna. Rozhisteryzowana. Wysłuchał 15 minutowej opowieści. Widział jak przybywają suby na jego kanale na YT na którym opowiadał o arkanach pracy policjanta. To ostatnio było bardzo w modzie. Miał nadzieję, że jakiś producent dostrzeże, że ubiera rękawiczki do jazdy samochodem, albo że używa takiej, a nie innej kamerki. Pieniądze za taką reklamę (która niby reklamą nie jest) są całkiem spoko, a z czasem może zupełnie przejdzie na zarabianie w ten sposób. Ach… rzuci tę cholerną robotę, dalej będą pieniądze, sława, inny świat. Ale póki co przyjmował zgłoszenie o zaginięciu. Idź już stąd babo jedna!

– To kiedy widziała pani ostatnio syna żywego? – zapytał sierżant ⁣
– To on nie żyje?! – matka Brajana wrzasnęła… i zakryła dłonią usta – o mój Boże.⁣ Już go znaleźliście?
– Przepraszam… tak mi się powiedziało, zazwyczaj tak mówimy – Niezdara nie mógł powstrzymać ziewnięcia… więc ziewnął – to co pani zgłasza?⁣
– Szukajcie go! Zaginął!⁣ Nie ma go!
– Zginął? Dlaczego my o tym nie wiemy! – Niezdara odzyskał – aaa… może to pani ma coś z tym wspólnego? – wycelował oskarżycielsko palec w matkę Brajana⁣
– Nie wrócił ze szkoły! Gdzie on jest? ⁣- zawołała dramatycznie
– No właśnie gdzie on jest? – powtórzył⁣ – Byłem na szkoleniu z prowadzenia przesłuchań. Mój zmysł podpowiada mi, że pani coś wie! A w takiej sytuacji to może być, po pierwsze mataczenie – wyliczał na palcach – po drugie utrudnianie śledztwa, a po trzecie – zapauzował teatralnie – może i… współudział. Więc od początku – jak było naprawdę?
– On się zadawał z tą wywłoką Jessiką! ⁣
– Ona też nie żyje? Tak jak ten… no jak mu tam? Brajan? – sierżant ⁣
– Ty debilu! Zabije cię! – wrzasnęła ⁣i rzuciła się na Niezdarę.

Minutę później sierżant miał wpakowane w czaszkę wszystkie… 2 pociski ze swojej broni służbowej. A w 2 godziny później spoczywał w chłodni. W chłodni mimo chłodu panowało prawdziwe piekło – brakowało 2 ciał: Jessiki i Brajana.

***

Żona wuefisty – Judyta Trzpień włączyła światło. Na środku pustego garażu stał stół ogrodowy, z promocji w Castoramie. Było cicho jak to bywa o 3 w nocy, jedynie pies sąsiada – nadpobudliwy kundel ujadał. Być może wyczuwał co się u sąsiadów święci… albo szczekał bo szczekał. ⁣

Nad kołyszącą się żarówką (prowizorka – jak w całym życiu Trzpieniów) krążyły ćmy.

Żona wuefisty poprawiła kuchenne rękawice i podciągnęła czepek na włosach. Głupi włos mógł zadecydować o wpadce. Obejrzała wszystkie sezony Dextera i była profesjonalnie przygotowana i gotowa.⁣

Na ogrodowym stoliku z kruchego plastiku cały owinięty folią typu strech leżał jej mąż. Niewierny mąż (coś za bardzo się angażował w te dodatkowe zajęcia sportowe), a do tego morderca. Tak jest – MORDERCA. Poszła za nim do wąwozu, myślała, że to miejsce schadzki… a tam on zepchnął tego chłopca.
Zasłużył by zginąć. Wyjęła najostrzejszy nóż kuchenny. ⁣Kupno profesjonalnego skalpela zostawiłoby ślad, poza tym pierwszy lepszy dochodzeniowiec zapytałby „po co pani ten skalpel?”. Uśmiercanie to prawdziwa sztuka.

„No Stefan – będzie bolało” – pomyślała – „zero tolerancji jak mawiał pewien mecenas”⁣

Wuefista otworzył szeroko oczy i krzyczał przez zakneblowane usta. Na próżno. To kara za tą wywłokę Jessikę i za zabicie tego chłopaczka Brajana. ⁣Niestety nóż miał stępiony czubek. Zanim przebiła się przez folię usłyszała dźwięk policyjnego samochodu. Cholerni sąsiedzi!

***

Dlaczego chciała pani zabić męża? – To miała być tylko taka zabawa… – odpowiedziała Judyta Trzpień

Sierżant Naiwny zarechotał pod wąsem, ale zapisał w formularzu… czy co tam miał. Przyjął szybciej zmianę po Niezdarze – bo tamten popełnił samobójstwo. Normalnie takie rzeczy wstrząsają, ale Naiwny miał to w dupie. Po prostu nie lubił Niezdary – zawsze był jakiś taki… filmiki nagrywał! Hahahaha. Co za palant. No dobra skup się.

– Jak to zabawa? To wyglądało inaczej… to była sadystyczna egzekucja! Na szczęście nieudana. Gdzie w tym zabawa? Co mi tu pani pociska za pierdoły?
– No jak w tym filmie! – przekonywała – Taki prank! Dzieciaki tak robią – to modne! Taki żart i jednocześnie wprowadzenie nowych emocji do związku.

Sierżant oparł głowę na dłoniach. Co za świat. Co za świat. – powtarzał w myślach – ludzie są pierdolnięci. A ja muszę się nimi zajmować. Jak sanitariusz u czubków.

– Zabawa, film, Ameryka, prank – wyliczał – Chyba trzeba będzie panią wysłać na obserwację.
– Proszę pana! – wyrwała się – Wie pan co on mi zrobił?
– No co zrobił? – zapytał, ale bez większych złudzeń, że dowie się czegoś interesującego.
– Powiedział, że wygrał 10 milionów w Totolotka… a później, że żartował.

Nastała chwila ciszy. Nie no to już jest jakaś paranoja. Może do wody pitnej dodają jakieś halucynogeny?

– A może wcale nie żartował? – zastanowiła się Judyta – A jeśli tak żartował, to co to za człowiek?! To potwór! Jak tak można bawić się uczuciami innych ludzi?

Znów cisza. Sierżant zastanawiał się co mógłby zrobić z 10 milionami. No tak. Wiele razy myślał o tym… co by zrobił. Chyba najpierw kupiłby…

– A może chciał uciec z tą Jessiką? Mniejsza o nią… ale pieniądze… pieeeeniąąąądzeee. – rozłożyła szeroko palce
– Pani mąż wnosi zarzut usiłowania zabójstwa – poinformował Naiwny
– Czyli jednak wygrał! To padalec!

***

Brajan i Jessika stali niedaleko stacji benzynowej i…

– Zjemy coś? Może Maca? – zapytał Brajan⁣
– Jesteś głodny? Mi się nie chce jeść. ⁣
– Jesteśmy martwi, więc nie musimy jeść – stwierdził trochę smutno – to przyzwyczajenie. ⁣
– Nie musimy też spać czy pic. Nie czujemy bólu i zmęczenia. ⁣Więc chyba faktycznie nieżyjemy.
– Brak czucia czyli brak życia. ⁣
– No to jak to możliwe, że się poruszamy, rozmawiamy i myślimy? ⁣
– Nie mam pojęcia. W każdym razie szukają nas. Może ucieczka z kostnicy to był błąd? – zapytał Brajan⁣
– Mieliśmy czekać na własny pogrzeb? – odpowiedziała oburzona Jessika ⁣
– Martwi powinni być martwi. A my jednak nie jesteśmy sztywni.
– Nie wiem. Wiem jednak, że będą nas szukać i jeśli znajdą to… nie będziemy naprawdę mieli życia. ⁣

I dalej nie wiedzieli co ze sobą począć. Dokąd iść, co robić.
⁣⁣
***⁣

Tymczasem na komendzie. Komisarz Stonka palił papierosy i popijał kawę. Kawa była ze sporym dodatkiem orzechówki marki Soplica. ⁣

„Co za pieprzone miasto. Ktoś zabija dzieciaki ze szkoły. Później z prosektorium giną ciała i nikt nic nie wie. Dalej żona podejrzanego chce go poćwiartować w garażu nożem kuchennym. Podczas przesłuchania sierżant strzela sobie w łeb.” ⁣
To miała być spokojna komenda. Stonka czuł, że to dopiero początek. ⁣A nawał problemów z pewnością nie przyśpieszy jego awansu i przeniesienia.

CDN.⁣

Dodaj komentarz

Close Menu
%d bloggers like this: