Przygody Jessiki i Brajana po śmierci – cz II

Przygody Jessiki i Brajana po śmierci – cz II

Pani Krysia odczekała aż woda przestanie wrzeć. Wsypała do szklanki 3 płaskie łyżeczki mielonej kawy i zalała. Postawiła szklankę na biurku żeby kawa „po turecku” się sparzyła. Zapachniało jak w dawnych lecz minionych czasach.

Przysunęła się bliżej starego monitora i uderzyła palcem w spację. Zmarszczyła się, wierzcie mi – nikt ale to nikt nie lubił gdy Panią Krysię nachodziła złość. Podobno nawet przedmioty martwe bały się Pani Krysi. Taką miała energię czy tam aurę… czy cokolwiek to może być.

– Znów coś się… ach. – przybliżyła twarz do ekranu – No… no! – jeszcze raz trzepnęła w klawiaturę i uśmiechnęła się – no i poszło.

Na regałach stały kolorowe segregatory: Urząd Skarbowy, ZUS, Korekty, FV2019.

Komisarz Stonka siedział cichutko jak przystało na petenta. Pani Krysia pamiętała czasy komuny i wtedy interesanci musieli grzecznie czekać aż Pani Księgowa skończy kawusię i drożdżówkę albo pączka. Kto się stawiał – marnie kończył tłumacząc się w ZUSie, Urzędzie Skarbowym albo w innych bezdusznych instytucjach z którymi nikt i nigdy nie wygra.

– No Panie Stonka… o co chodzi? Na PITy za wcześnie. – lekko zagaiła rozmowę

– Pani Krystyno. Sprawy się komplikują u nas. Jeszcze chwila i zjadą się obcy, a swoje brudy trzeba prać samemu. – grzecznie odpowiedział komisarz Stonka w randze komendanta tutejszej Policji. – Słyszała Pani co się dzieje?

– Słyszała, słyszała – ja tu wiem wszystko. Ale to jest prawda. – stwierdziła filozoficznie – swoje pranie trzeba prać u siebie. No to mów Stonka co tam w kartoflach się dzieje – Pani Krystyna nie nigdy nie pękała. Każda okazja do drobnego upokorzenia była wykorzystywana.

Komisarz Stonka udał, że nie złapał aluzji i raportował o zagubionych ciałach przyjętych na ewidencję, o próbie zabójstwa wf-isty przez jego żonę, o rzekomym samobójstwie sierżanta. O szaleństwie nad którym w żaden sposób nie można było zapanować, a które było tak niezwykłe, że musiało kiedyś przyciągnąć czyjąś „obcą” uwagę.

– Kto wie co się jeszcze może tu stać. Zaraz przyślą nam ludzi z wojewódzkiej albo z głównej. Niby do pomocy. – dokończył komisarz

– Do tego nie może dojść – oznajmiła i wyjęła zeszyt, po czym wystukała numer na telefonie stacjonarnym. – Ministerstwo? Łączyć z ministrem. Kto? Pani Krysia. Czekam.

– Tu ciocia Krysia i przypominam także twoja matka chrzestna. Słuchaj u nas w Zadupiewie nie potrzeba nam nikogo z wojewódzkiej ani z nikąd. Co?

Chwila ciszy.

– Bo ja tak mówię! Załatw to i tyle i lepiej mnie nie denerwuj. No… no… wiem, wiem… tak dostaniesz konfitury. – złagodniała – Grzeczny chłopiec.

Odłożyła słuchawkę.

– Panie Stonka załatwione. Miesiąc czasu spokoju. Ale śpiesz się Stonka bo to i szybciej się może skończyć ten miesiąc.

– Bardzo dziękuje pani Krysiu – ucałował w rękę, a na biurku położył oryginalną bombonierkę z Wedla.

***

Pavlo zajadał chipsy i popijał je piwem. Trawka się skończyła, trudno było o dobry towar w tej zabitej sztachetami (bo nawet nie dechami) dziurze. ⁣Wiocha bo miasto to to na pewno nie jest. Autobus dwa razy na dzień przyjeżdża i odjeżdża. Czego tu człowiek może dokonać? Co go czeka? Nic. Gówniane Nic.

Słuchał gniewnego rapu i był zły, że żyje na pół gwizdka. Jak sfrustrowany farmer.

Pavlo chciał być gangusem i raperem jak ci na filmach. Cały, kurde w tatuażach, markowych ciuchach, obwieszony złotem. Z dziwkami tańczącymi na rurze podczas gdy on knułby z braćmi z gangu. Kunicie byłoby z przerwami na wciągnięcie kreski najlepszej kokainy rozsypanej jak śnieg jak drodze zimą. I shot do ryja dobrej tequilli. I do tego najlepiej gdyby był czarny albo latynosem po odsiadce za morderstwo. ⁣ ⁣
„Tak wygląda prawdziwe życie.” – westchnął ciężko i poderwał się na równe nogi by zapodać rym i bit.

– Ej ziom, skumaj to! Jestem gangsta, jestem człowiekiem z miasta. – i dalej nie miał⁣

Sięgnął po puszkę piwa z promocji w markecie. ⁣

– Bujasz się po dzielni ojca służbowym Oplem Astra… ⁣

– Brajan Mordo. Skąd się tu wziąłeś? A co to za lala? – spojrzał na towarzyszącą dziewczynę⁣

– Hmm przez nią mnie zabił wuesista… – odpowiedział⁣

– Przestań Brajan! Mieliśmy już do tego nie wracać! – Jessika warknęła na Brajana⁣

– Jak to zabił?

– Długa historia, a i tak w nią nie uwierzysz. Ale muszę opowiedzieć – nie ma wyjścia.

I tak oto Brajan streścił wszystko co się do tej pory wydarzyło. Uzupełniając o pewien incydent w parku w którym świadkowie Jehowy długo nie chcieli dać za wygraną by uznać, że jednak mają do czynienia z zombie.
Koniec końców uciekli wrzeszcząc coś o demonach i diabłach.⁣ Ale nikt na Jehowych nie zwracał uwagi… wiadomo.

– Pavlo musisz nam pomóc.

***

Tymczasem w areszcie. Judyta Trzpień na rozmowie z Prokuratorem z Prokuratury.

– No Judyta wolisz do grypsujących czy frajerów? ⁣
– Słycham? Przecież nie było jeszcze ani sprawy, ani wyroku… tak nie można… – Judyta Trzpień zapowietrzyła się⁣
– Żartowałem – odpowiedział prokurator z nadwagą (te pączki, ta pizza, to wszystko, ta podwójna porcja i to żarcie nocą) – wychodzisz z aresztu… ⁣
– Mówiłam, że jestem niewinna – Trzpień była ostrożna znała te wszystkie ich sztuczki, chwila nieuwagi i po ptakach⁣. Widziała wielokrotnie jak na filmach stosowano różne wybiegi, byle tylko przyłapać na kłamstwie albo nieścisłości.

Prokurator wziął łyk rozpuszczalnej kawy – tylko taką mieli na komisariacie. Ściągnęli go z miasta do tej farsy. ⁣

– Pani mąż zmienił zeznania i ostatecznie potwierdził pani wersję. Niczego ten los mi nie oszczędzi, to najgłupsza sprawa jaką prowadziłem. ⁣
– Co zeznał mój mąż? – ostrożnie zapytała Judyta Trzpień⁣

– No cóż powiedział, że zgodził się abyście odegrali scenę z serialu Dexter. Zgodził się na związanie, wstrzyknięcie środka uspokajającego, zafoliowanie i przymocowanie… no nie wierzę… na stole ogrodowym marki Castorama. Ze to wszystko to była taka… no… gra sexualna. ⁣Idiotyzm ale tak zeznał.
– Ja od początku tak mówiłam. Więc jestem wolna? ⁣
– Tak. Ale trzeba opłacić mandat.⁣
– Jaki mandat? ⁣
– Zakłócanie ciszy nocnej i nieobyczajne zachowanie. 150 zł. ⁣Sąsiedzi złożyli zawiadomienie i musi być konsekwencja.

Oczywiście mąż Judyty wcale nie odwołał zeznań, po prostu zmienił zdanie po wizycie pani Krysi – księgowej, która po pierwsze przypomniała, że sprawy rodzinne to sprawy rodzinne. Po drugie jej chrześniak jest ministrem Ministerstwa Sprawiedliwości, a jeszcze inny chrześniak jest ministrem Spraw Wewnętrznych. ⁣Pani Krysia nigdy nie odmawiała dzieciom.

To tradycja, tak jak w każdym cholernym, małym miasteczku. W takich miejscach zawsze dzieją się cuda na kiju.

kozlovsky.pisze

Jestem debiutantem pisarskim – ja autor kryminału. Piszę swoją pierwszą książkę - sensacja połączona z kryminałem. Próbuję używać słów jako plastycznego sposobu wyrażania i opisywania życia. - więcej o mnie - autor kryminału czyli ja.

Dodaj komentarz

Close Menu
%d bloggers like this: