Alternatywne przygody ks. Mateusza

Gospodyni księdza Mateusza – Natalia zalała wrzątkiem kawę marki Woseba /lokowanie produktu/, wszyscy bowiem w Sandomierzu zgodnie z Polskim obyczajem pili tak zwaną plujkę – zupełnie błędnie nazywaną „kawą po turecku”.

***

W tym samym czasie aspirant Nocul z miną zbitego psa odbierał reprymendę od swojego przełożonego nadinspektora Możejki.

– Jak mogłeś Mitek spać gdy ukradli rower Księdza Mateusza?!!!
– Ale szefie… całą noc spałem bo…
– Wiesz co?! Wiesz co? – nadinspektor oskarżająco skierował wskazujący palec – do mnie dzwoni biskup i pyta jak to możliwe… i jak ja (ja prychnął) mogę żyć na kocią łapę z panią burmistrz… i to wszystko – walnął otwartą dłonią w biurko – dlatego boś sobie musiał spać w nocy!
– A co to ma wspólnego z rowerem?
– Jesteś gruby i głupi… ja nie wiem kiedy następną gwiazdkę dostaniesz… lata lecą Mietek! Wiadomo, że Mateusz się poskarżył, że mu ten jego ukraiński bicykl ktoś zawinął! Biskup wywiera na mnie presję i chyba jest jasne, że nie przestanie aż…
– Rower się znajdzie?
– Mateusz nie może bez roweru normalnie funkcjonować!

„Mści się… pała jedna… bo burmistrzowa go nie puszcza na ryby” – pomyślał Mietek. Słowa Możejki docierały jak zza szklanej szyby – takie stłumione. Może mózg Mietka w ten sposób bronił się przed policyjnym mobbingiem i stresem?

– Hej, nie śpij mi tu! – ryknął znów – rower ma się znaleźć!
– A ta sprawa zabójstwa Matysiakowej?
– To może… tu musi poczekać – Możejko zmarszczył brwi – poza tym przecież ona nie żyje… no to…
– Nooo too…? – powtórzył Nocul
– No to… – Możejko zawiesił teatralnie głos – chyba nam nie ucieknie! Hahahahahhaha! Bo nie żyje!

„Co za okropne poczucie humoru… sakreble…” – Nocul wyraźnie zdegustowany skonsumował ostatnie doznanie. Jednakowoż roześmiał się szczerze lecz z przesadą, aż brzuch pod ciasno opiętym mundurem zatrząsł się ekstatycznie.

– No- do roboty! Won!
– Tak jest szefie! – Mietek zgiął się w pół i cichutko zamknął drzwi gabinetu

Opadł 130 kilowym zadem ciężko na swoje marne i tanie krzesło, wyciągnął zmęczone nogi.

– Gibalski! Do mnie! – wydarł się
– O co chodzi? – sierżant Gibalski oderwał się od automatu do kawy {to nie była Woseba}
– Szukać roweru! Wszyscy na ulice i bez roweru się nie pokazywać!
– Dooobra, dobra Mietek, co się tak denerwuje…
– Precz! – Nocul pokazał palcem drzwi

„Mści się… gruba pała jedna… bo jego żona ma romans z organistą księdza, a on nic nie może zrobić – bo przyjaźń z Mateuszem ważniejsza. Dzięki niemu – ten debil mógł rozwiązać każdą sprawę”.

***

W tym czasie na plebani Natalia przypalała kotlety mielone. Za cholerę nie mogły się dopiec w środku, a na zewnątrz już węgiel. Przez salon przetoczył się nietrzeźwy pomocnik – Waldek.

– Kompotu daj mi kobieto!
– Oż ty chamie! – Natalnia ruszyła do ataku z widelcem – znów chlałeś! Zobaczysz wszystko powiem księdzu!
– No… Nacia… daj spokój – objął gospodynię i zakręcił – po co mu wiedzieć? Zmartwiłby się tylko…
– Właśnie zmartwił… on ma większe problemy niż twój alkoholizm…
– A co się stało? Nie może rozwiązać sprawy tej Matysiakowej?
– Sprawę to pewnie umorzą… gorsza rzecz się stała… rower mu ukradli
– Rower? – pomocnik zachrypiał – to ja go pożyczyłem bo musiałem pojechać po bimber. Tak swoją drogą natrafiłem się na zwłoki leśniczego… ale nie mam siły o tym gadać. Pić mi daj kobieto…

Natalia spojrzała swoimi oczętami pełnymi nadziei jak u krowy na pastwisku.

– I co teraz będzie?
– Jakoś to załatwię. Daj Natuś 3 złote… no na piwko, bo nie wyrobie.

***

Godzinę później – Komenda Policji w Sandomierzu.

Nocul przysypiał – śnił o awansie – pięknie 3 gwiazdka. Nadinspektor siedział na czacie z… panią burmistrz – lubili udawać, że się nie znają, taka pikantna gra erotyczna. Drzwi komisariatu otworzył się raptownie, do środka wpadł podniecony sierżant Gibalski.

– Mietek… Mietek obudź się – Gibalski delikatnie potrząsał grubą łapą Nocula.
– Ccooo, no jeszcze 5 minut mamuś…
– Nocul… Nocul – Gibalski był wyraźnie podniecony – Mietek… obudźże się….
– No co tam? – aspirant zapanował nad sennością
– Znalazł się… – zapiszczał jak szczeniaczek – znalazł… – zakrył rękoma usta
– Kto się znalazł?
– No rower… rower księdza mam…
– Ooo widzisz – uśmiechnął się szczerze jak krokodyl – gdzie był?
– No stał pod plebanią…
– No jak?
– Ksiądz też nie wie… a może zapomniał?
– Jak niby zapomniał?
– Ale… Mietek jest rower? Jest? No to git! – Gibalski przekonywał – Po chu… po co drążyć?
– Dobra… ale nic o tym nikomu – spojrzał na podwładnego – morda w kubeł…

Nocul ucieszony podreptał do gabinetu – stuk, stuk w szklane drzwi z żaluzjami.

– Można?
– Nie przeszkadzać! Do diabła! – Możejko raptownie zamknął laptopa
– Aleee… aleee szefie rower jest…
– Oooooo – rozpromienił się – No zuch, zuch chłopak. A jak się znalazł?
– Uruchomiłem interpol… i satelita… no długo by opowiadać… ważne, że jest – nie?
– Masz racje, oszczędź mi tych pierdół. Git, że wielocyped Mateusza się znalazł.
– A Matysiakowa?
– Umorzyć… wypad mi stąd…

Otworzył laptopa. „Justynka…” – napisał – ” Jesteś?” – rozpromienił się i na policzki powróciły rumieńce.

Tak oto rozwiązała się pierwsza sprawa w której ksiądz Mateusz nie brał udziału. Mateusz bowiem w tym samym czasie był na audiencji u biskupa. Ksiądz sekretarz z nienawiścią spoglądał na ulubieńca biskupa – pili sobie kawusię – Wosebę {lokowanie produktu} tzw. plujkę – wszyscy w Sandomierzu taką piją.

– Wiesz Mateuszu, że ufam ci całkowicie… ale w tej swojej parafii masz niezły… nieporządek. Tak nie może być… komendant z tą burmistrz. Podobno organista z żoną policjanta.
– Księże biskupie ależ… ręczę za mojego organistę, zresztą, co tu owijać w bawełnę – ksiądz Mateusz pochylił się nad pięknym dębowym biurkiem biskupa – przecież ekscelencja sam wie jak trudno o jakiegokolwiek organistę…
– No dobra, dobra wiem… Rower się znalazł?

***

Na plebani Natalia z zaciśniętymi wargami gapiła się w okno. Ksiądz znów się spóźniał na kolacje. Pewnie piją kawę plujkę w eleganckim pałacu biskupa. Smutne to życie.

Dodaj komentarz

Close Menu