Zbiór luźnych myśli ujętych w opowiadaniu. Egzystencja czyli bierne przeżywanie czy tam trwanie.

Rzeczywistość doświadczana jest niby oczywista, znana i taka powszednia, a jednak zmienna i tocząca się w jakimś przepastnym kierunku.

Smalec fabularny

Fabuła powinna być jak gęsty, zamarznięty smalec. Pozornie biała, a jednak trudna i głęboko tłusta. Bardzo tłusta, w tym tłuszczu jest esencjonalność i kaloryczność historii. Jest też tajemnica, bo to co zmrożone (aż nadto) jest niepokojąco blisko śmiertelnego letargu. Letargu niczym Śpiąca Królewna - niby martwa, a wszyscy mają nadzieję, że lód (w naszym przypadku smalec) się stopi, a piękność otworzy żywe oczy. Mróz hibernuje historię i wstrzymuje parę oddechu. Zamrożone wygląda prawie jak żywe, a przynajmniej jest zakonserwowane. Przejście między życiem, a śmiercią jest cyklem kroczenia. Zamrożenie jest zatrzymaniem. Trochę chorym i niepokojącym wstrzymaniem nieuchronnego losu. Oszustwem. Może i romantycznym, ale jak sobie uwzględnić w pamięci, że Lenin (wiecznie żywy) to wypatroszona kukła z wstrzymanymi procesami rozkładu... no to jednak niesmacznie. Można powiedzieć perwersja socjalistyczna... ale są i mumie egipskie, są sarkofagi i inne takie co to na widok publiczny. Fabuła to historia. Nic tak nie odrętwia jak historyczne opowiastki - fikcja nie dogoni rzeczywistości. Fabuła bezwzględności i braku umiaru. Ludzkość - biedny rój stworzeń, które się żrą o idee. Zwierzęta walczą o żarcie albo terytorium. My tylko szczerzymy porcelankowe kły, ale ostrożnie żeby nie uszkodzić wątłej szczęki odzwyczajonej od szarpania mięcha. Jako vegńscy i hipsterscy nie umiemy gryźć…

Czytaj dalej

Spotted: historie miłosne #1

Piękna dziewczyno, która jechałaś w kierunku Kabat o 13:20. Ja patrzyłem na Ciebie, a Ty na mnie. Chciałem Ci powiedzieć co czuję, ale nie miałem Twojego numeru telefonu ani FB. A nie mogłem tak podejść i zagadać… nie jestem zboczeńcem ani psycholem. Tak robiono w czasach gdy (trudno w to uwierzyć) telewizja była czarno biała i nie było komórek. Straszne średniowiecze, nie wiem jak ludzie tak mogli żyć? Pisali do siebie na kartkach czy jak? Mam nadzieje, że podoba ci się moja fryzura, outfit i ogólny look. Sporo inwestuje w siebie (ciuchy, siłka, fryzjer) i czytam książki motywacyjne. Wierzę, że osiągnę sukces, tak zawsze powtarza mi mój ojciec, który ma fabrykę okien. Teraz buduję swoją markę i każdego miesiąca przybywa mi więcej followersów i subów. Odezwij się do admina tej grupy - ustawimy się gdzieś na mieście. Nie musimy rozmawiać, piszmy do siebie na Messengerze - tak będzie lepiej. Chciałem za tobą wysiąść na Metrze Politechnika, ale nie byłem jeszcze gotów by opuścić moją strefę komfortu. Gdybym chociaż wiedział jak masz status związku na Facebooku.

Czytaj dalej

Piankowe chodaki

Wyrwane serce, ciśnięte na brudną podłogę. Pulsujące i obce. Kiedyś centrala życia. Serce wyprute za życia, rzucone do bolesnego wykrwawienia aż ustanie puls. Przerażające zjawisko absolutnej śmierci. Umieranie jest odpychające i smutne. Przejście do nicości, Pozbawienie życia nieodwołalne. Koniec i kropka. Krew wymyta szmatą salową do czysta. Wyczyścić i zamazać, wypełnić kartę, przekazać, okazać. Obchód w piankowych medycznych chodakach. Zmęczony umysł i ciało. Wszystko przeciągnięte do granic absurdu. Nafaszerowany wiadrem kawy i kilkoma kreskami kokainy - lekarz mógł walczyć o zdrowie pacjentów. Prywatnie i państwowo. Leczył i uzdrawiał. Stosował i zalecał. Stwierdzał zgon i mówił, że mu przykro. I było przykro naprawdę, przez jakąś chwilę. Lecz nie drwijcie, że zbyt krótką. W obrzydliwych korytarzach. Wystraszonych oczach wyglądających z każdego łóżka. W zabiegowych kafelkach, w pieprzonych szklanych szafeczkach. W niemieckim płynie do dezynfekcji. Przez flasze jasnych świateł, widziałem swoje serce - jeszcze w sobie, a chwilę przed. Uzdolniony i wyuczony by wydłużać lub skracać życie. By dawać nadzieję i aby ją odbierać. - Nie ma na to leku? Zabiegu? Ratunku? - Nie. - Bożeeeee!!! - Nie jestem Bogiem. Bóg był widziany ostatnio w szpitalnej kaplicy. Proszę pielęgniarek pytać. I piankowo drepczę. Za mną wściekłość, która przejdzie w apatię. Drepczę, nigdzie mi…

Czytaj dalej

Stado 2018/2019

Do wczoraj nie wiedziałem, że ludność może tak stadnie drzeć ryja. Wrzaski jakby jakiś psychol z piłą mechaniczną wpadł na dyskotekę. Mieszkańcy apartamentowców (przypominam w Warszawie nie ma mieszkań, są tylko apartamenty i kamienice) - wypuścili z siebie pawie i frustracje tłumione przez cały przejebany rok. Noc odreagowania, a reagowanie iście zwierzęce. Coś mi się wydaje, że cywilizacyjnie to jakoś nie wypada to in plus. Może to jest tak, że zanim głowa spadnie z zegara (copy Kazik Staszewski) trzeba koniecznie i bezkarnie wykrzyczeć wszystko. Wszystko! Wszystko! I nikt nie może zabronić. Chociaż ich partnerki będą studzić zapalczywość prawdy: Uspokój się! Jesteś pijany! Krzywda i frustracja przełamały tamę upodlającego milczenia. W świecie wariatów - wariat jest zwyczajnym i wyblakłym obywatelem piekła. Piekło nie zamarza i nigdy nie jest puste. Ciasno tu jak na warszawskim chodniku zastawionym przez samochody... ale jeszcze i tak się wciśnie. Da radę - bo musi. Każdy upadnie i każdy wpadnie - bo musi. Tak zapisano w gwiazdach i nie ma na to rady. Raz na rok można krzyczeć. Raz na rok można nie udawać. W tę uroczystą noc można się zrzygać sąsiadowi na parapet. Przecież w Sylwestra można. Zajebać też komuś można. Można komuś wyznać miłość. Można…

Czytaj dalej
Close Menu