Klasyczny polski policjant

Typowy polski glina gdy wraca do domu, odkrywa samotność powtarzaną co dnia, bo oczywiście mieszka sam. Żona go zostawiła bo nie mogła znieść jego pracy, nie mogła też znieść picia po pracy lub w pracy. Nie znosiła go całkowicie - tym kim był i jaki był. Więc zostawiła go samego w paskudnym mieszkaniu, w paskudnej kamienicy. W miejscu w którym nie ma niczego ładnego. Z wyposażeniem w postaci podstawowych sprzętów i mebli, które on sam z czasem jeszcze bardziej zniszczył - najczęściej podczas pijackich napadów. Klasyczny polski policjant (który przepracował połowę życia jako pies) mieszka w norze i jest alkoholikiem, który jako tak potrafi kontrolować swój nałóg i wkurwienie na życie. Wiadomo taki typ musi być zgorzkniały, a jedyną jego radością i obsesją jest praca - tylko ona mu pozostała do które rzuca się rozpaczliwie i nadgorliwie. Dysząc nienawiścią do całego świata, który uosabia jego nieodwracalnie przetrącony kręgosłup jego istnienia. Tak to jest w amerykańskim kinie i we wszystkich polskich książkach. Smutne życie wyciszane alkoholem i samotnością. W amerykańskich filmach takiego opuszczonego twardziela ratuje piękna kobieta dla której on zabija połowę miasta. W polskich książkach nasz tutejszy pies jest opuszczony, zapuszczony, a wszystko jest dobrym pretekstem do chlania wódy. Polski…

Czytaj dalej

Komendant

W pewnym złym mieście. Za wieloma komendami i komisariatami, za wieloma biurkami, był sobie policjant, który mógł prawie wszystko. Policjant nie tylko mógł wszystko, on również chciał wszystkiego. I był pewien, że tak się stanie. Wszystko było zaplanowane i pod kontrolą, nawet w tym mieście pełnym syfu i pazerności. To jak zostanie dyrektorem piekła - ostra jazda. Nowy Komendant Stołeczny mst. Warszawa nadany po zmianie opcji politycznej przeciągnął się i spojrzał na marynarkę munduru. Dystynkcje na pagonach - wężyk generalski i jedna gwiazdka - Nadinspektor Policji. Przedostatnia ranga. Komendant chciał jeszcze jednej gwiazdki. Takiej zarezerwowanej tylko i wyłącznie dla jednego gliniarza w Polsce. Generalny Inspektor Policji. Wybraniec władców Polski. Wziął łyk kawy, spojrzał na zegarek, z kontaktów telefonu wybrał “Senator”. Czekał 10 sygnałów aż włączyła się poczta. Jak zwykle o tej porze - piątek 15, na bank Senator nie był w pracy i jak zwykle nie był osiągalny. Słuchaj, zadzwoń do mnie możliwie jak najszybciej… ważna sprawa. - rozłączył się. Na Senatorze zawsze można było polegać. Senatora trzeba było prowadzić za rączkę jak naćpanego nastolatka. Dziwki, narkotyki, jazda po pijaku, bijatyki, zastraszanie i powoływanie się na immunitet gdy go zatrzymała drogówka. Taki to jest gamoń. Pamiętał jedną akcję… dobre to…

Czytaj dalej
Close Menu