Przygody Jessiki i Brajana po śmierci – cz II

Pani Krysia odczekała aż woda przestanie wrzeć. Wsypała do szklanki 3 płaskie łyżeczki mielonej kawy i zalała. Postawiła szklankę na biurku żeby kawa "po turecku" się sparzyła. Zapachniało jak w dawnych lecz minionych czasach. Przysunęła się bliżej starego monitora i uderzyła palcem w spację. Zmarszczyła się, wierzcie mi - nikt ale to nikt nie lubił gdy Panią Krysię nachodziła złość. Podobno nawet przedmioty martwe bały się Pani Krysi. Taką miała energię czy tam aurę... czy cokolwiek to może być. - Znów coś się… ach. - przybliżyła twarz do ekranu - No... no! - jeszcze raz trzepnęła w klawiaturę i uśmiechnęła się - no i poszło. Na regałach stały kolorowe segregatory: Urząd Skarbowy, ZUS, Korekty, FV2019. Komisarz Stonka siedział cichutko jak przystało na petenta. Pani Krysia pamiętała czasy komuny i wtedy interesanci musieli grzecznie czekać aż Pani Księgowa skończy kawusię i drożdżówkę albo pączka. Kto się stawiał - marnie kończył tłumacząc się w ZUSie, Urzędzie Skarbowym albo w innych bezdusznych instytucjach z którymi nikt i nigdy nie wygra. - No Panie Stonka… o co chodzi? Na PITy za wcześnie. - lekko zagaiła rozmowę - Pani Krystyno. Sprawy się komplikują u nas. Jeszcze chwila i zjadą się obcy, a swoje brudy trzeba…

Czytaj dalej

Przygody Jessiki i Brajana po śmierci – cz I

No dole wąwozu leżał Brajan - miał skręcony kark. W ręku niczym skarb trzymał jakimś cudem nieuszkodzoną komórkę. Ekran nie zgasł. Zielony mech ostatnie posłanie. Pięknie w sumie aż włos się jeży. Gdyby nie okoliczności. - kocham cię. O 18 w wąwozie. Od: Jessika Brajan - zauważył, ze jego kolegów z klasy ubywa. Wszyscy tracili głowę dla pięknej Jessiki. Durzyła się w niej cała męska część szkoły podstawowej imienia Misia Uszatka w Zadupiewie. Brajan zakochał się w niej bez pamięci. Był gotów na wszystko, ale ona traktowała go tak jak innych. Szkolny dziennik obecności zawierał coraz więcej... nieusprawiedliwionych nieobecności. Nikt nie wiedział że za tajemniczymi zaginięciami chłopców stoi pan od WF. Nie ani był szkolnym zboczeńcem, ani pedofilem, nie był nawet Jessiką zauroczony. *** Brajan ocknął się, było mu zimno, wręcz lodowato. Niczym w lodówce. I rzeczywiście był w chłodni… wydostanie się z prosektorium pomimo skręconego karku nie było takie trudne. Dłużej szukał swoich ciuchów… o i nawet komórka jest. ⁣ Nie zastanawiał się czy to życie po życiu. To nie było teraz ważne. ⁣ „Jessica… ty podła żmijo.” - Brajan wiedział tylko tyle, że musi się zemścić. A jeśli naprawdę nie żyje? Czy jednak żyje? A to tym bardziej…

Czytaj dalej

Ambulatorium Szterlinga w piekle

Czy zwykły miejski szpital nie jest odrębnym światem? Jest. Innym typem rzeczywistości. Światem w którym obowiązują inne prawa, a zależności dotyczą naprawdę życia i śmierci. Tak jest. A co jeśli idzie o więzienne ambulatorium? Pokój leczniczy w demonicznym otoczeniu. Objęty ramionami zakładu karnego. Ściany i powietrze przesiąknięte strachem, nienawiścią, żądzami, krzywdą, wyrzutami i szaleństwem. Tęsknotą i zwierzęca chucią. Prawdziwe inferno. Nikt normalny nawet o czymś takim nie wie, normalny czyli wolny. W Ambulatorium pacjenci gówno mają do gadania. I nikt tu się nie skarży - bo nie ma jak i nie ma komu, i jest to wbrew świętym regułom tego złego miejsca. Konfidenci kończą źle. Konfident może nawet popełnić samobójstwo. Doktora Szterlinga wyrzucono najpierw z miejskiego wojewódzkiego, później wyrzucono go do szpitala w niewielkim miasteczku. Na nic się zdały miękkie ostrzeżenia i nagany. Wisiało nad nim wydalenie z zawodu, a może i nawet wyrok sądowy. Nie chciano go już nigdzie, na jednej z wsi sołtys powiedział, że ludzie wolą się leczyć u weterynarza niż u mordercy i narkomana w kitlu. Doktor Tomasz Szterling trafił więc do więzienia. Jeśli dobrze przyjrzeć się jego karierze lekarskiej to zasługiwał na odsiadkę. Tu został panem ludzkiego losu i nie było nad nim siły zwierzchniej.…

Czytaj dalej

Kałuże miasta

Wieczór był ponury i mokry. Światła miasta odbijały się w kałużach. Miasto w kałużach. Iluzoryczne i mamiące. Pod refleksami świateł latarni i samochodów była tylko brudna woda. Odbicie miasta w popękanym, rozlanym na ulicach płynnym lustrze kałuż. Podwójny świat, nocny i zimny. Po obu stronach tego ruchomego lustra byli ci sami ludzie. Podobno odbicie nie jest realne... a jednak odwzorowuje prawdę. Kałuże karmiły się deszczem i powiększały. Falowały od wiatru i przypadkowych rozbryzgów. Niekompletna i mroczna mapa miasta. Ludzie są tu też niekompletni. Pęcznieją lub wysychają w dziennym słońcu, które odsłania zbyt wiele. Nic wielkiego się nie stanie - zmienią się światła na rondzie. Nikt nie patrzy głębiej. Mieszkańcy są krótkowidzami - sięgają tylko do tego co blisko i jest dotykalne. Fot: zebrowska.tumblr.com

Czytaj dalej

Klasyczny polski policjant

Typowy polski glina gdy wraca do domu, odkrywa samotność powtarzaną co dnia, bo oczywiście mieszka sam. Żona go zostawiła bo nie mogła znieść jego pracy, nie mogła też znieść picia po pracy lub w pracy. Nie znosiła go całkowicie - tym kim był i jaki był. Więc zostawiła go samego w paskudnym mieszkaniu, w paskudnej kamienicy. W miejscu w którym nie ma niczego ładnego. Z wyposażeniem w postaci podstawowych sprzętów i mebli, które on sam z czasem jeszcze bardziej zniszczył - najczęściej podczas pijackich napadów. Klasyczny polski policjant (który przepracował połowę życia jako pies) mieszka w norze i jest alkoholikiem, który jako tak potrafi kontrolować swój nałóg i wkurwienie na życie. Wiadomo taki typ musi być zgorzkniały, a jedyną jego radością i obsesją jest praca - tylko ona mu pozostała do które rzuca się rozpaczliwie i nadgorliwie. Dysząc nienawiścią do całego świata, który uosabia jego nieodwracalnie przetrącony kręgosłup jego istnienia. Tak to jest w amerykańskim kinie i we wszystkich polskich książkach. Smutne życie wyciszane alkoholem i samotnością. W amerykańskich filmach takiego opuszczonego twardziela ratuje piękna kobieta dla której on zabija połowę miasta. W polskich książkach nasz tutejszy pies jest opuszczony, zapuszczony, a wszystko jest dobrym pretekstem do chlania wódy. Polski…

Czytaj dalej

Komendant

W pewnym złym mieście. Za wieloma komendami i komisariatami, za wieloma biurkami, był sobie policjant, który mógł prawie wszystko. Policjant nie tylko mógł wszystko, on również chciał wszystkiego. I był pewien, że tak się stanie. Wszystko było zaplanowane i pod kontrolą, nawet w tym mieście pełnym syfu i pazerności. To jak zostanie dyrektorem piekła - ostra jazda. Nowy Komendant Stołeczny mst. Warszawa nadany po zmianie opcji politycznej przeciągnął się i spojrzał na marynarkę munduru. Dystynkcje na pagonach - wężyk generalski i jedna gwiazdka - Nadinspektor Policji. Przedostatnia ranga. Komendant chciał jeszcze jednej gwiazdki. Takiej zarezerwowanej tylko i wyłącznie dla jednego gliniarza w Polsce. Generalny Inspektor Policji. Wybraniec władców Polski. Wziął łyk kawy, spojrzał na zegarek, z kontaktów telefonu wybrał “Senator”. Czekał 10 sygnałów aż włączyła się poczta. Jak zwykle o tej porze - piątek 15, na bank Senator nie był w pracy i jak zwykle nie był osiągalny. Słuchaj, zadzwoń do mnie możliwie jak najszybciej… ważna sprawa. - rozłączył się. Na Senatorze zawsze można było polegać. Senatora trzeba było prowadzić za rączkę jak naćpanego nastolatka. Dziwki, narkotyki, jazda po pijaku, bijatyki, zastraszanie i powoływanie się na immunitet gdy go zatrzymała drogówka. Taki to jest gamoń. Pamiętał jedną akcję… dobre to…

Czytaj dalej
Close Menu