Klasyczny polski policjant

Klasyczny polski policjant

Typowy polski glina gdy wraca do domu, odkrywa samotność powtarzaną co dnia, bo oczywiście mieszka sam. Żona go zostawiła bo nie mogła znieść jego pracy, nie mogła też znieść picia po pracy lub w pracy. Nie znosiła go całkowicie – tym kim był i jaki był. Więc zostawiła go samego w paskudnym mieszkaniu, w paskudnej kamienicy. W miejscu w którym nie ma niczego ładnego. Z wyposażeniem w postaci podstawowych sprzętów i mebli, które on sam z czasem jeszcze bardziej zniszczył – najczęściej podczas pijackich napadów.

Klasyczny polski policjant (który przepracował połowę życia jako pies) mieszka w norze i jest alkoholikiem, który jako tak potrafi kontrolować swój nałóg i wkurwienie na życie. Wiadomo taki typ musi być zgorzkniały, a jedyną jego radością i obsesją jest praca – tylko ona mu pozostała do które rzuca się rozpaczliwie i nadgorliwie. Dysząc nienawiścią do całego świata, który uosabia jego nieodwracalnie przetrącony kręgosłup jego istnienia.

Tak to jest w amerykańskim kinie i we wszystkich polskich książkach. Smutne życie wyciszane alkoholem i samotnością. W amerykańskich filmach takiego opuszczonego twardziela ratuje piękna kobieta dla której on zabija połowę miasta. W polskich książkach nasz tutejszy pies jest opuszczony, zapuszczony, a wszystko jest dobrym pretekstem do chlania wódy. Polski typowy gliniarz kończy smutno – zastrzelony lub postrzelony. Pamiętają o nim tylko koledzy z pracy, którzy są jedynymi kumplami jakich miał.

Podinspektor Dziewiałt wracał owszem do pustego mieszkania. Ale zawsze wracał z zakupami i każdego wieczoru przez minimum 1 godzinę gotował. Marynował polędwice, rozcierał w moździerzu przyprawy i później je lekko smażył by wydobyć pełen aromat. Filetował ryby, które zawsze musiały być w całości żeby sprawdzić świeżość rozchylając skrzela. Panierował drób i podroby w mieszance ziół i okruszkach chleba (nie żadna tam bułka tarta). Gotował powoli wywary i buliony, dodając w odpowiednich momentach świeże i pachnące warzywa. Moczył grzyby, rozwałkowywał ciasto, które po zawinięciu w roladę smarował pędzlem klarowanym masłem.
Wszystkie baby w kamienicy zachodziły w głowę dlaczego Dziewiałt jest sam, przecież jego pokochałaby każda jedna za te zapachy i smakowitości. I w ogóle on całkiem przystojny… czemu bez kobity? Każda baba by chciała takiego chłopa.

Potrafił i lubił gotować. Może gdyby wcześniej odkrył w sobie ten dryg do smaków to dziś byłby chefem dobrej restauracji. Chciał gotować jak najlepiej to było ważne. Jedzenie, które przygotowywał musiało być najlepsze i najpiękniejsze.
Każdego wieczoru pakował je do pojemników, wkładał do termicznej torby i jedzenie zawoził dla Kasi. Najważniejszej osoby w jego życiu.

Kasia mieszkała w domu dla osób niepełnosprawnych prowadzonych przez siostry zakonne. Dziewiałt razem z Kasią jadał wieczorne kolacje. Karmił ją i opowiadał. Kasia milczała, zawsze milczała – nie mówiła od dziecka. I od dziecka była właśnie tutaj. Jedyna dusza na której Dziewiałtowi zależało.

Dodaj komentarz

Close Menu
%d bloggers like this: