Komendant

W pewnym złym mieście. Za wieloma komendami i komisariatami, za wieloma biurkami, był sobie policjant, który mógł prawie wszystko. Policjant nie tylko mógł wszystko, on również chciał wszystkiego. I był pewien, że tak się stanie. Wszystko było zaplanowane i pod kontrolą, nawet w tym mieście pełnym syfu i pazerności. To jak zostanie dyrektorem piekła - ostra jazda. Nowy Komendant Stołeczny mst. Warszawa nadany po zmianie opcji politycznej przeciągnął się i spojrzał na marynarkę munduru. Dystynkcje na pagonach - wężyk generalski i jedna gwiazdka - Nadinspektor Policji. Przedostatnia ranga. Komendant chciał jeszcze jednej gwiazdki. Takiej zarezerwowanej tylko i wyłącznie dla jednego gliniarza w Polsce. Generalny Inspektor Policji. Wybraniec władców Polski. Wziął łyk kawy, spojrzał na zegarek, z kontaktów telefonu wybrał “Senator”. Czekał 10 sygnałów aż włączyła się poczta. Jak zwykle o tej porze - piątek 15, na bank Senator nie był w pracy i jak zwykle nie był osiągalny. Słuchaj, zadzwoń do mnie możliwie jak najszybciej… ważna sprawa. - rozłączył się. Na Senatorze zawsze można było polegać. Senatora trzeba było prowadzić za rączkę jak naćpanego nastolatka. Dziwki, narkotyki, jazda po pijaku, bijatyki, zastraszanie i powoływanie się na immunitet gdy go zatrzymała drogówka. Taki to jest gamoń. Pamiętał jedną akcję… dobre to…

Czytaj dalej

1. Przebudzenie

Wyrwanie głowy i ciała z koszmaru przypomina prawie topielca, który wydostał się z topieli resztką sił by złapać w ostatniej chwili oddech. Przeżył, ale niewiele brakowało.   Koniec litości. Przebudzenie. Senatorskie ciało było napompowane alkoholem, przesiąknięte smrodem knajp, kokainą i cholera wie czym jeszcze. Ot zwłoki, a jednak wciąż żywe i należące do Pana Senatora najjaśniejszej RP. Z naciskiem na Pana. Czy uchlany, czy nie to zawsze był Panem.   Telefon bardzo nieprzyjemnie katował dźwiękami nadchodzących wiadomości i powiadomień. Każdy nowy “beep” był coraz bardziej bolesny. Tortury. Cholerna komórka rzadko zawierała wiadomości i informacje, które mogły cieszyć. Statystycznie było tak, że rozmowa albo wiadomość zawierała oczekiwania, polecenia, prośby, groźby, przypomnienia… kawał plastiku i elektroniki, który nie był niczym dobrym. Idiotyczne czasy. Kiedyś wystarczyło wyjąć wtyczkę z gniazdka telefonicznego i był spokój na długie godziny, albo i dni. Dziś… wiadomo.   Głowa wciąż tkwiła w niepamięci minionej nocy, jeszcze nie nadchodzą przebłyski scen, które zarejestrował jego mózg. Tych scen Senator bał się zawsze. Każdy alkoholik, czy tam pijak tak ma. Boi się tego co mógł nawywijać. Lęka się tego czego nie pamięta. Niby nie pierwszyzna, ale na takim zdechłym kacu czuł się jak na granicy paniki.   Rozejrzał się. Tak, to…

Czytaj dalej
Close Menu