z pamiętnika polityka

Nas polityków można podzielić z grubsza na dwie kategorie. Na dziwaków i dziwkarzy. Jedni i drudzy mogą być groźni... i bywają groźni. Motywacje są różne, ale dość często małostkowe, ba nawet prymitywne. Zdziwilibyście się jak bardzo. Społecznie postrzega się nas jako takich lepszych i ważniejszych, a czasami nawet mądrzejszych. Nic bardziej mylnego. Politycy tworzą zgraję chaotyczną i głupią. To tak jakby zwolnić z poprawczaka połowę "wychowanków" i zapewnić im... immunitet prawie na wszystko. Przepustka do bezkarności wydana przez najjaśniejszą. W tym przedszkolu mamy skrzynkę z granatami i będziemy się dobrze bawić. Tak, tak... może się tak zdarzyć (bo się przecież zdarzało), że ktoś wyleci w powietrze w sposób tajemny, ale za to na amen. Niech naprawdę nie będzie naiwny, że Polska i przede wszystkim Polacy gówno ich obchodzą. Owszem mają zakodowane slogany, przekazy i zestaw słówek, które wtłoczyło im sprytne kierownictwo. Intelektualiści czy moraliści w większej liczbie są niewskazani. W zamian za lojalność i zasadnicze trzymanie własnych przekonań krótko za mordę, otrzymuje się pakiet rozrywek, które nie są dostępne dla innych obywateli. Takie zabawy są tylko dla polityków i mafiozów. Bawimy się kadencyjne... kto jest cwany ten zalicza kilka 4 letnich cykli parlamentarnych. Jeden minister sprowadzał na nocnoporanne korytarze resortu…

Czytaj dalej

Twin Praga

U Davida Lyncha w "Twin Peaks" unosi się dym z komina elektrowni (?). Wszędzie mgła i las. W tej kiczowato amerykańsko prowincjonalnej rzeczywistości snują się ludzie i duchy, szalone, pokraczne i niebezpieczne. Miasteczko z gęstą i czarną jak kawa agenta Dale Coopera jest dziwną tajemnicą, a przy tym jeszcze dodatkowo ciasto wiśniowe i niewinny uśmiech (niezłego ziółka w gruncie rzeczy) Laury Palmer. A tu, teraz i tymczasem… w największej mazurskiej wsi, pewnego wietrznego dnia, na wybiegu dla niedźwiedzi biedny, wyliniały po zimie misiek brunatny przez 30 min człapie 2 metry w jedną, 2 w drugą stronę. Przygnębiające. Po drugiej stronie ruchliwej Alei Solidarności tkwi stary i znany bar mleczny - Rusałka. Miejsce z domowymi obiadkami - tanio, szybko, po polsku, obiad z kompocikiem jak u babci, współczesne mamuśki nie znajo. Tak czy srak, bar… a w kolejce młodzian - twarz nawet sympatyczna i na swój sposób łagodna - trochę taki romantyk, odbiera telefon "…będzie mi pisać apelację, ale nie urwą mi z wyroku". Na kasie siedzi posiwiała babcinka, która sprawnie przyjmuje zamówienia - steruje ruchem od dawna. Stolik naprzeciw - siedzi karzeł - pan w średnim wieku i kamizelce wędkarza, łyżką stołową zajada budyń z sokiem… pochłania łapczywie i szybko,…

Czytaj dalej

Tatar wojenny

Baza wojskowa w Ghazni / Afganistan Pułkownik Gintowt był nie tylko dowódcą polskiego kontyngentu w Afganistanie. Był władcą tej części pustyni i dusz wojowników, których zesłano tu aby wspomogli zaprowadzanie demokracji, pokoju i stabilizacji. Tyle oficjalnie. Dla niektórych była to ważna misja, ale tych niektórych było naprawdę niewielu. Każdy miał swoje powody. W większości były one bardzo przyziemne i mało wyrafinowane czy idealistyczne. Awans, pieniądze, czasami szczeniacka chęć przeżycia przygody i tyle. Wielkie i barwne wspomnienia będą na później, na przechwałki podczas spotkań ze znajomymi i rodziną. Porucznik Słaboń położył raport na biurku Pułkownika Gintowta. Czekał w milczeniu aż dowódca przeczyta. - Wiesz, że to bardzo... bardzo poważna sprawa? - Gintowt pilnował tonu głosu – spokojny, powolny, bez emocji i barwy. - Dowody są wszędzie... w uszkodzonych wozach, wycofywanym sprzęcie... być może też w rzeczach osobistych żołnierzy – odpowiedział – i jestem pewien, że nie tylko tam. - A gdzie jeszcze? - W trumnach - mają drugie dno i tam też ukryli przynajmniej kilka kilogramów. - To nieprawdopodobne... - Panie pułkowniku – powiedział z naciskiem – jeśli to wszystko się wyjdzie podczas kontroli, albo przy jakiejś innej okazji... - Tak, to prawda – trzeba się tym zająć. - Gintowt przerwał…

Czytaj dalej
Close Menu