Piankowe chodaki

Wyrwane serce, ciśnięte na brudną podłogę. Pulsujące i obce. Kiedyś centrala życia. Serce wyprute za życia, rzucone do bolesnego wykrwawienia aż ustanie puls. Przerażające zjawisko absolutnej śmierci. Umieranie jest odpychające i smutne. Przejście do nicości, Pozbawienie życia nieodwołalne. Koniec i kropka. Krew wymyta szmatą salową do czysta. Wyczyścić i zamazać, wypełnić kartę, przekazać, okazać. Obchód w piankowych medycznych chodakach. Zmęczony umysł i ciało. Wszystko przeciągnięte do granic absurdu. Nafaszerowany wiadrem kawy i kilkoma kreskami kokainy - lekarz mógł walczyć o zdrowie pacjentów. Prywatnie i państwowo. Leczył i uzdrawiał. Stosował i zalecał. Stwierdzał zgon i mówił, że mu przykro. I było przykro naprawdę, przez jakąś chwilę. Lecz nie drwijcie, że zbyt krótką. W obrzydliwych korytarzach. Wystraszonych oczach wyglądających z każdego łóżka. W zabiegowych kafelkach, w pieprzonych szklanych szafeczkach. W niemieckim płynie do dezynfekcji. Przez flasze jasnych świateł, widziałem swoje serce - jeszcze w sobie, a chwilę przed. Uzdolniony i wyuczony by wydłużać lub skracać życie. By dawać nadzieję i aby ją odbierać. - Nie ma na to leku? Zabiegu? Ratunku? - Nie. - Bożeeeee!!! - Nie jestem Bogiem. Bóg był widziany ostatnio w szpitalnej kaplicy. Proszę pielęgniarek pytać. I piankowo drepczę. Za mną wściekłość, która przejdzie w apatię. Drepczę, nigdzie mi…

Czytaj dalej

Stado 2018/2019

Do wczoraj nie wiedziałem, że ludność może tak stadnie drzeć ryja. Wrzaski jakby jakiś psychol z piłą mechaniczną wpadł na dyskotekę. Mieszkańcy apartamentowców (przypominam w Warszawie nie ma mieszkań, są tylko apartamenty i kamienice) - wypuścili z siebie pawie i frustracje tłumione przez cały przejebany rok. Noc odreagowania, a reagowanie iście zwierzęce. Coś mi się wydaje, że cywilizacyjnie to jakoś nie wypada to in plus. Może to jest tak, że zanim głowa spadnie z zegara (copy Kazik Staszewski) trzeba koniecznie i bezkarnie wykrzyczeć wszystko. Wszystko! Wszystko! I nikt nie może zabronić. Chociaż ich partnerki będą studzić zapalczywość prawdy: Uspokój się! Jesteś pijany! Krzywda i frustracja przełamały tamę upodlającego milczenia. W świecie wariatów - wariat jest zwyczajnym i wyblakłym obywatelem piekła. Piekło nie zamarza i nigdy nie jest puste. Ciasno tu jak na warszawskim chodniku zastawionym przez samochody... ale jeszcze i tak się wciśnie. Da radę - bo musi. Każdy upadnie i każdy wpadnie - bo musi. Tak zapisano w gwiazdach i nie ma na to rady. Raz na rok można krzyczeć. Raz na rok można nie udawać. W tę uroczystą noc można się zrzygać sąsiadowi na parapet. Przecież w Sylwestra można. Zajebać też komuś można. Można komuś wyznać miłość. Można…

Czytaj dalej

Komendant

W pewnym złym mieście. Za wieloma komendami i komisariatami, za wieloma biurkami, był sobie policjant, który mógł prawie wszystko. Policjant nie tylko mógł wszystko, on również chciał wszystkiego. I był pewien, że tak się stanie. Wszystko było zaplanowane i pod kontrolą, nawet w tym mieście pełnym syfu i pazerności. To jak zostanie dyrektorem piekła - ostra jazda. Nowy Komendant Stołeczny mst. Warszawa nadany po zmianie opcji politycznej przeciągnął się i spojrzał na marynarkę munduru. Dystynkcje na pagonach - wężyk generalski i jedna gwiazdka - Nadinspektor Policji. Przedostatnia ranga. Komendant chciał jeszcze jednej gwiazdki. Takiej zarezerwowanej tylko i wyłącznie dla jednego gliniarza w Polsce. Generalny Inspektor Policji. Wybraniec władców Polski. Wziął łyk kawy, spojrzał na zegarek, z kontaktów telefonu wybrał “Senator”. Czekał 10 sygnałów aż włączyła się poczta. Jak zwykle o tej porze - piątek 15, na bank Senator nie był w pracy i jak zwykle nie był osiągalny. Słuchaj, zadzwoń do mnie możliwie jak najszybciej… ważna sprawa. - rozłączył się. Na Senatorze zawsze można było polegać. Senatora trzeba było prowadzić za rączkę jak naćpanego nastolatka. Dziwki, narkotyki, jazda po pijaku, bijatyki, zastraszanie i powoływanie się na immunitet gdy go zatrzymała drogówka. Taki to jest gamoń. Pamiętał jedną akcję… dobre to…

Czytaj dalej

Kebab polski

Warszawska kebabownia na niewielkiej powierzchni karmi różnych delikwentów. Od smarketerii w typie gimnazjalnym, przez pryszczatych podrostków w dresach Legii), kończąc na wydziaranych w tribale kolesiach rzucających groźne spojrzenia i rozmawiających o czymś za 10 koła. Założę się o drobiowego na grubym, że zaglądają tu i też mundurowi… ale oni to biorą tylko na wynos. Tygiel kulinarny i społeczny po polsku, bo choć to kebabownia - czyli powiedzmy orient- to jednak polska i jadalna bardziej niż cokolwiek znanego współczesnemu “zasiedleńcowi” Stolicy. Kebab KING of Poland. To nie jedzenie - to styl życia. Sytuacja tyka nie tylko miasta z Pałacem im. Stalina (przyjaciela wszystkich dzieci) - tak jest od Helu do Ustrzyk Dolnych (czy tam Górnych). Od morza do Tatr. Kebs. Choć przyznaje, że w Tatrach popularniejsza jest pizza... oczywiście z sosem czosnkowym lub obficie polana jeszcze ketchupem. A kwaśnicy ze świcą szukaj u górali. Kebs forever - najpopularniejsze danie Warszawy.

Czytaj dalej

1. Przebudzenie

Wyrwanie głowy i ciała z koszmaru przypomina prawie topielca, który wydostał się z topieli resztką sił by złapać w ostatniej chwili oddech. Przeżył, ale niewiele brakowało.   Koniec litości. Przebudzenie. Senatorskie ciało było napompowane alkoholem, przesiąknięte smrodem knajp, kokainą i cholera wie czym jeszcze. Ot zwłoki, a jednak wciąż żywe i należące do Pana Senatora najjaśniejszej RP. Z naciskiem na Pana. Czy uchlany, czy nie to zawsze był Panem.   Telefon bardzo nieprzyjemnie katował dźwiękami nadchodzących wiadomości i powiadomień. Każdy nowy “beep” był coraz bardziej bolesny. Tortury. Cholerna komórka rzadko zawierała wiadomości i informacje, które mogły cieszyć. Statystycznie było tak, że rozmowa albo wiadomość zawierała oczekiwania, polecenia, prośby, groźby, przypomnienia… kawał plastiku i elektroniki, który nie był niczym dobrym. Idiotyczne czasy. Kiedyś wystarczyło wyjąć wtyczkę z gniazdka telefonicznego i był spokój na długie godziny, albo i dni. Dziś… wiadomo.   Głowa wciąż tkwiła w niepamięci minionej nocy, jeszcze nie nadchodzą przebłyski scen, które zarejestrował jego mózg. Tych scen Senator bał się zawsze. Każdy alkoholik, czy tam pijak tak ma. Boi się tego co mógł nawywijać. Lęka się tego czego nie pamięta. Niby nie pierwszyzna, ale na takim zdechłym kacu czuł się jak na granicy paniki.   Rozejrzał się. Tak, to…

Czytaj dalej

z pamiętnika polityka

Nas polityków można podzielić z grubsza na dwie kategorie. Na dziwaków i dziwkarzy. Jedni i drudzy mogą być groźni... i bywają groźni. Motywacje są różne, ale dość często małostkowe, ba nawet prymitywne. Zdziwilibyście się jak bardzo. Społecznie postrzega się nas jako takich lepszych i ważniejszych, a czasami nawet mądrzejszych. Nic bardziej mylnego. Politycy tworzą zgraję chaotyczną i głupią. To tak jakby zwolnić z poprawczaka połowę "wychowanków" i zapewnić im... immunitet prawie na wszystko. Przepustka do bezkarności wydana przez najjaśniejszą. W tym przedszkolu mamy skrzynkę z granatami i będziemy się dobrze bawić. Tak, tak... może się tak zdarzyć (bo się przecież zdarzało), że ktoś wyleci w powietrze w sposób tajemny, ale za to na amen. Niech naprawdę nie będzie naiwny, że Polska i przede wszystkim Polacy gówno ich obchodzą. Owszem mają zakodowane slogany, przekazy i zestaw słówek, które wtłoczyło im sprytne kierownictwo. Intelektualiści czy moraliści w większej liczbie są niewskazani. W zamian za lojalność i zasadnicze trzymanie własnych przekonań krótko za mordę, otrzymuje się pakiet rozrywek, które nie są dostępne dla innych obywateli. Takie zabawy są tylko dla polityków i mafiozów. Bawimy się kadencyjne... kto jest cwany ten zalicza kilka 4 letnich cykli parlamentarnych. Jeden minister sprowadzał na nocnoporanne korytarze resortu…

Czytaj dalej

Twin Praga

U Davida Lyncha w "Twin Peaks" unosi się dym z komina elektrowni (?). Wszędzie mgła i las. W tej kiczowato amerykańsko prowincjonalnej rzeczywistości snują się ludzie i duchy, szalone, pokraczne i niebezpieczne. Miasteczko z gęstą i czarną jak kawa agenta Dale Coopera jest dziwną tajemnicą, a przy tym jeszcze dodatkowo ciasto wiśniowe i niewinny uśmiech (niezłego ziółka w gruncie rzeczy) Laury Palmer. A tu, teraz i tymczasem… w największej mazurskiej wsi, pewnego wietrznego dnia, na wybiegu dla niedźwiedzi biedny, wyliniały po zimie misiek brunatny przez 30 min człapie 2 metry w jedną, 2 w drugą stronę. Przygnębiające. Po drugiej stronie ruchliwej Alei Solidarności tkwi stary i znany bar mleczny - Rusałka. Miejsce z domowymi obiadkami - tanio, szybko, po polsku, obiad z kompocikiem jak u babci, współczesne mamuśki nie znajo. Tak czy srak, bar… a w kolejce młodzian - twarz nawet sympatyczna i na swój sposób łagodna - trochę taki romantyk, odbiera telefon "…będzie mi pisać apelację, ale nie urwą mi z wyroku". Na kasie siedzi posiwiała babcinka, która sprawnie przyjmuje zamówienia - steruje ruchem od dawna. Stolik naprzeciw - siedzi karzeł - pan w średnim wieku i kamizelce wędkarza, łyżką stołową zajada budyń z sokiem… pochłania łapczywie i szybko,…

Czytaj dalej
Close Menu